piątek, 28 lipca 2017

Girls und Panzer - Japonia zadziwia mnie coraz bardziej

Girls und Panzer

Japonia 2012-2013
Scenariusz: Reiko Yoshida
Reżyseria: Tsutomu Mizushima

Girls und Panzer - der Film

Japonia 2015
Scenariusz: Reiko Yoshida
Reżyseria: Tsutomu Mizushima

Japonia na skutek swojej tragicznej roli w czasie ostatniej wojny światowej oraz dzięki wielce złożonej, egzotycznej z naszego punktu widzenia kulturze tworzy filmy z polskiego punktu widzenia dość niesamowite. Dotyczy to zarówno dzieł dramatycznych, jak i osławionych horrorów czy filmów z wielkimi potworami obracającymi w perzynę całe miasta. Odmienność kultury japońskiej widoczna jest jeszcze bardziej w przypadku anime.
Od pewnego czasu jestem wielkim fanem japońskich animacji. Szczerze podziwiam kunszt rysowników, reżyserów i scenarzystów, nie mogę nie zachwycać się kreską - charakterystyczną, pozornie prostą, a jednak oddającą całe mnóstwo szczegółów. Jednakże fabuła to osobna kwestia. Wiele seriali kierowanych do widzów w różnym wieku oddaje - mam wrażenie - pewne prywatne lęki czy fascynacje twórców. Czasami są one dość nietypowe. Co bowiem kierowało ludźmi odpowiedzialnymi za serial "Girls und Panzer", nie mam zielonego pojęcia. Jest to serial tak dziwaczny, że momentami było mi wstyd, że go oglądam, ale tak fascynujący, że nie mogłem przestać.

Akcja "Girls und Panzer" osadzona jest w świecie przyszłości, w której szkoły na poziomie naszego liceum mieszczą się na ogromnych okrętach - w celu, jak to określono, budowy poczucia wspólnoty i wdrożenia do życia samodzielnego, ale też kooperacji. W świecie tym jedną z tradycyjnych sztuk walki jest "sensha-dō" czyli "droga czołgu". To nic innego niż rozgrywki sportowe polegające na drużynowych walkach czołgów z II wojny światowej. Ciekawostką jest, że sport ten (podobnie jak sama jazda czołgiem) jest tradycyjnie domeną kobiet - mężczyźni do czołgów nawet nie mają prawa się zbliżać. 

Bohaterkami serialu są uczennice szkoły Oarai, która ma zostać zamknięta z powodu kosztów. Jedyną nadzieją jest dla nich wygranie światowych rozgrywek "sensha-dō" - nikt nie ośmieli się bowiem zamknąć triumfującej szkoły. Okazuje się jednak, że Oarai od lat nie dysponuje drużyną, a pozostałe czołgi są - w porównaniu z rywalami - modelami przestarzałymi, których nikt inny nie chciał. Dziewczyny jednak nie poddają się i postanawiają wyciągnąć z wraków ile się da. Nadzieją jest dla nich Miho Nishizumi - nowa koleżanka, córka najsłynniejszej na świecie instruktorki jazdy czołgiem, mająca niesamowity zmysł taktyczny i umiejąca wykorzystać każdą dobrą stronę pojazdów, załóg i terenu. Tyle serial, oprócz którego powstał też film ukazujący rozgrywkę między Oarai i innymi szkołami średnimi a profesjonalną drużyną uniwersytecką.

W tym serialu absurdalne jest niemal wszystko - przede wszystkim sama fabuła. Poza tym, jeśli już mielibyśmy potraktować rzecz nieco bardziej poważnie, walki pancerne wołają o pomstę do nieba. Czołgi poruszają się czasami z prędkością samochodów sportowych, wykonują ewolucje, których pojazd pancerny nigdy nie byłby w stanie wykonać. Poza tym, skoro piszę o realizmie, każdy miłośnik broni pancernej wyrywałby sobie włosy z głowy, widząc, jak Oarai za pomocą swojego sprzętu z zupełnie różnych państw i epok rozgramia drużyny złożone z nowocześniejszych, pod każdym względem lepszych pojazdów bądź też gdy jakiś lekki czołg zostaje ledwo draśnięty po trafieniu pociskiem, który w rzeczywistości rozerwałby go na strzępy. Dołóżmy do tego fakt, że czołgi strzelają do siebie ostrą amunicją, a jednak - niezależnie od miejsca trafienia i rozmiarów uszkodzeń - nigdy nikomu nie dzieje się krzywda.

A jednak... Coś sprawiło, że nie mogłem oderwać się od tego serialu i obejrzałem ciągiem wszystkie odcinki łącznie ze specjalnymi oraz filmem. Rzecz przede wszystkim w bohaterkach. Nie, nie chodzi o przykrótkie spódniczki czy rozchełstane bluzki; mam na myśli ich charaktery. Mimo ogromu postaci przewijających się w serii, każda z bohaterek wygląda nieco inaczej, ma zupełnie inną mimikę i sposób bycia. Są też na swój sposób bardzo sympatyczne, zwłaszcza opętana obsesją na punkcie czołgów Yukari, która niejednokrotnie ratuje zespół z opresji swoją niewiarygodną wiedzą - zupełnie nielicującą z jej wiekiem i niewinnym obliczem.

Skoro piszę o charakterach, to muszę zwrócić uwagę na to, że każda szkoła odzwierciedla inne państwo. Mamy tu na przykład drużyny jeżdżące czołgami amerykańskimi, radzieckimi, niemieckimi... Członkinie każdej z nich mają styl bycia, a nawet wygląd pasujący do utartych stereotypów na temat danego państwa i jego narodu. Niemiecka drużyna jest zdyscyplinowana i traktuje innych z chłodną wyższością. Włoska jest pełna entuzjazmu, przekonana o tym, że samą siłą woli wygra każdą bitwę (chociaż więcej wagi przywiązuje do kuchni, niż do treningów). Najbardziej zapada jednak w pamięć ucharakteryzowana na radziecką "Pravda". Jej przywódczyni w iście radzieckim stylu nie liczy się ze stratami i głosem swoich podwładnych; jest przy tym odważna do szaleństwa. Jednak ma wielkie serce, co widać przede wszystkim w filmie, gdzie za wszelką cenę chce pomóc niedawnym rywalkom.

Co do realizmu - muszę oddać sprawiedliwość i przyznać, że w pewnych kwestiach dbałość o realizm jest bardzo widoczna. Wszystkie pojazdy są rysowane zawsze ze wszystkimi szczegółami, jak nity na pancerzu. Ślady po trafieniach czy rysy nie znikają i są zawsze w tych samych miejscach. Czołgi narysowano tak dokładnie, że nawet bez napisów i wyjaśnień można bez problemu rozpoznać model. Dla uciechy militarystów pokazano też pewne charakterystyczne przywary niektórych czołgów jak często odpadające gąsienice jednych modeli, zawodzące silniki czy fatalna stateczność innych. Szacunek twórcom należy się za przedstawienie nie tylko czołgów znanych i popularnych, ale też powstałych w rzeczywistości w kilku egzemplarzach lub znanych wyłącznie jako prototypy.

"Girls und Panzer" to zdecydowanie produkcja hermetyczna, przeznaczona dla miłośników anime. Jeśli ktoś nie oglądał animacji japońskich, niech lepiej nie zaczyna od tej. Trzeba bowiem zrozumieć, że w anime nie wszystko musi być sensowne i logiczne. Niemniej, po przymknięciu oka na pewne, powiedzmy, niedociągnięcia, serial ogląda się całkiem przyjemnie: Bohaterki są sympatyczne, akcja toczy się wartko, nudzić się nie sposób, a same walki też momentami trzymają w napięciu. A jeśli uważacie, że licealistki kierujące czołgami to dziwny pomysł, to zapraszam do obejrzenia anime "Kancolle" czyli "Dziewczyny-okręty".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...