środa, 17 stycznia 2018

Parę słów o krytyce w Internecie

To, że ludzie czują się w Sieci anonimowi i dlatego piszą w sposób agresywny i obraźliwy, jest niestety oczywistością. Najprzykrzejszą stroną tego zjawiska jest fakt, że wielu z nas "pluje jadem" nawet w chwilach, kiedy zwykła ludzka przyzwoitość nakazywałaby się powstrzymać.

Kiedy w ubiegłe Święta wiele osób zmroziła wieść, że George Michael nie żyje, pod artykułami na ten temat znalazły się komentarze takie jak "Fajnie, może już nie będzie Last Christmas".

Kiedy niemal chwilę później zmarła Carrie Fisher, oczywiście znalazł się ktoś, kto napisał "Wiele hałasu o nic - aktoreczka bez polotu, bohaterka jednej trzeciorzędnej roli".

Zwykle unikam polityki, ale to idealny wręcz przykład - kiedy w Smoleńsku rozbił się prezydencki Tupolew, poznańskie środowisko anarchistyczne urządziło z tej okazji imprezę, a na swojej stronie zamieściło komunikat wyrażający radość z powodu katastrofy.

Ten brak taktu zawsze mnie zastanawiał, aż zagadka rozwiązała się w momencie, gdy pewien lubiany i ceniony przeze mnie bloger napisał wiadomość o śmierci Chestera Benningtona (wokalisty Linkin Park, jakby ktoś nie wiedział), którego bardzo lubił. Wiele osób zaczęło pisać komentarze typu "Wreszcie koniec epoki imitacji metalu", "I dobrze, to była skaza na scenie muzycznej" i wreszcie - "Ależ ty ch... muzyki słuchasz". Kiedy ów bloger (słusznie) kazał im się uspokoić chociaż tego dnia, odpisali, że przecież mają prawo wyrazić własne zdanie.

piątek, 12 stycznia 2018

Jak zdołować personel, czyli instrukcja szefowania w biurach

Powiedzenie, że efektywny pracownik jest dla firmy skarbem, to truizm. Ale kto z Was spodziewałby się, że skarbem równie pożądanym jest pracownik z niskim poczuciem własnej wartości?


Wśród materiałów, które do mnie przychodzą, napotykam czasem różnego rodzaju instrukcje dla menedżerów. Niektóre z nich zawierają całkiem sensowne rady dotyczące np. zwracania uwagi na ergonomię, doceniania tych, którzy osiągają sukcesy i zwracania uwagi takim, którzy mogliby pracować lepiej. Jednak w niektórych poradnikach pojawiają się rady, od których włos jeży się na pracowniczej głowie. Poradniki te przeznaczone są głównie dla menedżerów średniego szczebla - członkowie zarządu mają je dobrze opanowane, a szeregowy pracownik znać ich nie powinien.

piątek, 29 grudnia 2017

Strażnicy Marzeń - o potędze wyobraźni

Rise of the Guardians

USA 2012
Scenariusz: David Lindsay-Abaire
Reżyseria: Peter Ramsey
Zastanawiałem się, o czym napisać ostatni post w tym roku. Święta zobowiązują, więc koniecznie musiał to być film ładny, familijny, z dobrym zakończeniem, a przede wszystkim dotyczący właśnie Świąt - zwycięstwa Światła nad Ciemnością, takie rzeczy... I wreszcie mnie olśniło - znam przecież film, który w sposób niemal idealny oddaje wszystko to, o co w świętach chodzi. Przy okazji zawiera również bardzo interesujące spostrzeżenia na znaczenie wiary w rozwoju społeczeństw. Ten film to przepiękna animacja "Strażnicy Marzeń" - film tak bogaty w ukryte treści, że mogę mówić o nim godzinami.
Bohaterem filmu jest Jack Frost (po naszemu - Jack Mróz), chłopiec, który sprawia, że pada śnieg, a na szybach pojawiają się wzorki z kryształków lodu. Jack uwielbia dzieci, a sprawianie im radości jest dla niego największą przyjemnością. Niestety, jest bardzo samotny, gdyż mimo tego, co robi, nikt w niego nie wierzy i nie dostrzega. Pewnego dnia Jack zostaje uprowadzony do siedziby Świętego Mikołaja. Mikołaj jest szefem grupy Strażników - postaci opiekujących się dziećmi i pilnujących, by ich radość zwyciężyła lęki. Strażnicy Marzeń w osobach Mikołaja, Zębowej Wróżki, Piaskowego Dziadka oraz Zająca Wielkanocnego potrzebują pomocy, a do tej roli został im wyznaczony właśnie Jack Mróz. Do naszego świata powrócił bowiem Mrok - demon żerujący na ludzkim strachu. Cała piątka musi zrobić wszystko, by dzieci nie utraciły wiary w to, co dobre.

sobota, 16 grudnia 2017

Ostatni Jedi - nowe nadchodzi, stare umiera

Star Wars: The Last Jedi

USA 2017

Scenariusz i reżyseria: Rian Johnson


Kiedy dwa lata temu wyszedłem z kina z "Przebudzenia Mocy", bylem zachwycony. Dostałem film nawiązujący mocno do "starej" trylogii, ale wykorzystujący pewne znane schematy w sposób, dzięki któremu miał swój własny charakter. Miał też ciekawych bohaterów, wizualnie był bez zarzutu, więc zyskał u mnie bardzo wysokie noty. Potem pojawił się "Łotr 1", w którym klasyczny podział na Dobro i Zło został nieco zachwiany. W "Ostatnim Jedi" oba te nurty zostały umiejętnie połączone - mamy film, który owszem, czerpie garściami ze starszych filmów serii (co w tym wypadku nie jest wadą), a jednocześnie mocno od nich odbiega, choćby ukazaniem sporów drążących obie strony konfliktu.

niedziela, 3 grudnia 2017

Trzy zawody o największej skłonności do pijaństwa

Do najciekawszych tekstów, jakie dostaję do redakcji/korekty, należą różnego rodzaju raporty i statystyki, często skłaniające do myślenia i zawierające zaskakujące spostrzeżenia. Oto na przykład dowiedziałem się raz, że należę do trzech grup zawodowych z największym odsetkiem alkoholików.


Alkoholizm to choroba, bardzo poważna. Nie mam tu na myśli ludzi, którzy od czasu do czasu "strzelą" sobie o jednego za dużo i im odbija - nie, mówię o stanie, w którym bez alkoholu masz wrażenie, że zaraz się kompletnie rozsypiesz. Co ciekawe, taki stan często powstanie właśnie dlatego, że człowiek naprawdę się rozsypywał. Pod każdym względem z wyjątkiem fizycznego. A jak przestanie pić, to znów wróci do tego stanu, więc się tego boi i woli zostać przy alkoholu. Nie jest moim zamiarem obrona alkoholików, bo wiem, ile krzywd wyrządzają swoim bliskim. Po prostu chcę, żebyście zrozumieli, dlaczego pomóc im jest tak ciężko: Trzeba ich najpierw przekonać, że bez alkoholu będzie lepiej. A w przypadku trzech grup zawodowych jest ciężko.

sobota, 18 listopada 2017

Patriotyzm i nacjonalizm a sprawa polska

Kilka dni temu pewien bardzo sympatyczny bloger zamieścił na swoim fanpage'u link do petycji o delegalizację ONR. Dziesiątki ludzi oburzyło się z tego powodu - twierdzili, że to nie miejsce na politykę. Jednak szybko wyszło szydło z worka - zaczęły padać pytania: A co ten ONR złego robi, a komu przeszkadza, a niech sobie chłopaki chodzą...

Moim zdaniem wynika to z faktu, że wiele osób mniej lub bardziej działalność ONR popiera. Może nie w każdym szczególe, ale w wielu postulatach - owszem. Niejedna osoba powie: "Tak, oczywiście, rasizm jest zły, ale przecież ONR to nie rasiści. Ale mają rację, że jak ktoś jest czarny, to żaden z niego Polak. No taaak, odnoszą się po stylistyki III Rzeszy, ale w sumie to widać, że porządek u nich wielki i dyscyplina. Tak, są nietolerancyjni, to straszna rzecz, ale w sumie to ja też nie lubię tych pedałów". I tak dalej, zawsze w stylu "Nie jestem rasistą, ale...". Dlatego uważam, że akcje takie, jak "Faszyzm nie przejdzie" nie mają sensu. Ich organizatorzy nie dostrzegają bowiem, że wbrew otwarcie wyrażanym poglądom ogromne rzesze ludzi popierają np. to, że ONR sprzeciwia się legalizacji związków partnerskich, albo przyjmowaniu imigrantów.

Graffiti z herbem Wrocławia - piękny przykład lokalnego patriotyzmu
Z drugiej strony nie mogę nie zauważyć skłonności do panikowania i przypisywania złych intencji każdej osobie, która otwarcie przywiązuje wagę do symboli narodowych, przez co cierpią wszyscy prawdziwi patrioci. Oto na przykład 11 listopada tego roku organizowano we Wrocławiu "Marsz wielkiej Polski niepodległej". Organizatorzy nie popełnili błędu z zeszłego roku i zakazali wznoszenia haseł typu "Raz sierpem, raz młotem...", zalecając hasła głoszące wielkość i chwałę narodu Polskiego. Dlatego tym razem w marszu uczestniczyły rodziny z dziećmi. Po marszu miały być przemówienia - wygłaszane również przez ludzi znanych z otwarcie rasistowskich poglądów. Dlatego większość ludzi się do tego momentu rozeszła - pozostało najwyżej 600 osób. Zgadnijcie, ilu - według organizacji lewicowych - było "faszystów" we Wrocławiu? Tak, półtora tysiąca. A kiedy lewica protestowała przeciwko faszyzmowi? Podczas marszu, czyli wtedy, gdy faszyzujący stanowili znaczną mniejszość. Mało tego  - sam byłem świadkiem sytuacji, gdy jakiś młody człowiek zaczął krzyczeć "krew i honor", a dwóch innych w szalikach WKS Śląsk doskoczyło do niego i kazało mu się przymknąć, bo mu się miejscówka pomyliła. 

I tak, jak co roku, faszyzująca znaczna mniejszość doprowadziła do tego, że słowo "patriotyzm" stało się niecenzuralnym, a Polska stała się w oczach całego świata największym na świecie siedliskiem faszyzmu. Ale wiecie co? Lewica ponosi za ten stan rzeczy jednakową winę. Nie przeczę, że nacjonalizm w polskim wydaniu niczym nie różni się od faszyzmu. Ale nie każdy, kto nosi polską flagę, jest nacjonalistą. Mało tego - nie każdy, kto nosi swastykę, jest faszystą. Symbol ten był w naszej kulturze obecny od wieków. Dzisiaj używają go organizacje rodzimowiercze, istnieje też w tradycji oznak wojskowych.

Problem z nacjonalizmem jest taki, że opiera się on na niechęci wobec wszystkich, którzy nie są Polakami i katolikami przy okazji, oraz wobec tych, którzy kiedyś mieli okazję spuścić nam baty. Dlatego właśnie zapominamy o zwycięstwach, a hołubimy "chwalebne" klęski. Jest to również sposób na usunięcie w cień wielu klęsk, jakie spotkały Polskę w najnowszej historii. A trochę tego było... Przez ostatnie 300 lat Polska przegrywała wojny (jedynie wojna polsko-bolszewicka zakończyła się remisem), a nawet, gdy była po wygranej stronie, to wychodziła na tym źle. Mieliśmy tylko dwie wygrane kampanie: udział w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 r. (ku zgorszeniu całej Europy, pozwolę sobie przypomnieć) oraz inwazję, również na Czechosłowację 30 lat później. Zdarzało się, że Polacy mordowali Żydów, wielu „żołnierzy wyklętych” stosowało działania niczym nieróżniące się od zwykłego terroru, członkowie Narodowych Sił Zbrojnych otwarcie współpracowali z Niemcami w zwalczaniu partyzantki lewicowej, a sami żołnierze walczący w Powstaniu Warszawskim nazywają swoich byłych dowódców idiotami.

Dlatego właśnie wiele osób nosi koszulki upamiętniające Powstanie Warszawskie czy „żołnierzy wyklętych”, ale nie widziałem nigdy takiej, na której byłyby napisane „Kircholm 1605” czy „Grunwald 1410”. Szkoda, bo przecież w naszym kraju nie brakuje okazji do prawdziwej chwały! Udane walki w początkach istnienia naszego państwa i uczynienie z Polski liczącego się mocarstwa za Bolesława Chrobrego. Pogrom Krzyżaków pod Grunwaldem. Bitwa pod Kircholmem, o której zagraniczni historycy wyrażają się z największym podziwem. Warto dodać, że do pięknych polskich tradycji należy wielokulturowość, uznanie wolności jednostki i otwarcie na różnorodność poglądów. Ze współczesnych akcji - bitwa pod Mokrą, udział polskich pilotów w Bitwie o Anglię, wysiłek polskich marynarzy w konwojach atlantyckich, bitwy o Wał Pomorski, wiele udanych akcji i sianie zamętu wśród okupanta na terenach Generalnego Gubernatorstwa. Odbudowa Polski po wojnie, zwłaszcza Wrocławia, Warszawy i Gdańska, które to miasta były doszczętnie zniszczone, a podźwignęły się niczym feniks z popiołów – tak, z tego też powinniśmy być dumni!


W tym miejscu sam zadaję sobie pytanie - czy jestem patriotą? Moim zdaniem tak, chociaż niezbyt dobrym. Kocham ten kraj mimo wszelkich jego niedostatków. Znam historię Polski dość dobrze, staram się poznać lepiej. Wstaję, gdy usłyszę hymn . Potrafię chwalić się blaskami naszych dziejów, ale też potrafię przyznać się do błędów, jakie Polacy popełniali na przestrzeni lat. Cieszą mnie sukcesy polskich sportowców czy krajowego przemysłu. Uważam, że Polska jest krajem pięknym i dlatego zupełnie nie czuję potrzeby wyjeżdżania za granicę na wycieczki. No, może poza Czechami, które uwielbiam. Dbam o środowisko. Staram się kupować polskie produkty. Pracy też szukam wyłącznie u nas (i bariera językowa ma tu najmniejsze znaczenie, uczciwie mówię!). Ale nie ukrywam też, że nigdy nie wstąpiłbym do wojska, żeby "walczyć za ojczyznę". Uważam, że bardziej chwalebna od walki za ojczyznę jest bowiem praca dla niej.

Natomiast na pewno nie jestem i nie będę nacjonalistą, gdyż z punktu widzenia nacjonalisty nie jestem nawet Polakiem, mimo że mieszkam w tym kraju od urodzenia i innego języka praktycznie nie używam. Jest bowiem wysoce prawdopodobne, że cztery pokolenia wstecz żaden z moich przodków nie mówił dobrze po polsku. W mojej krwi jest najwięcej Ukrainy i Czech.



Na koniec mała anegdotka. Jak najłatwiej nacjonalista może wkurzyć Człowieka-Redaktora? Nazwać herb Polski godłem. To jest bowiem bardzo poważny błąd merytoryczny. A jak ja mogę najłatwiej wkurzyć nacjonalistę? Przypomnieć mu, że swoją obecną, jednolitą etnicznie Polskę zawdzięcza wyłącznie komunistom...

wtorek, 7 listopada 2017

Kilka słów o neutralności światopoglądowej

Praca redaktora czy korektora bywa wymagająca również z powodu, którym zaskakująco rzadko się wspomina - czasami dostaję materiały, które są sprzeczne z moim światopoglądem, bywa, że są wręcz obrazą dla zdrowego rozsądku.

Piszę te słowa niedługo po tym, jak dostałem do korekty tekst pewnego koncernu, który - uwaga - promuje dobroczynny wpływ spożywania dużych ilości wysokoprocentowych napojów wyskokowych. Czuję się jak bohater filmu "Dziękujemy za palenie". Miałem też ulotki reklamujące pewien suplement diety zawierający wszystko oprócz naturalnych składników, a także reklamy środków homeopatycznych (zadziwiające, że ludzie nie wierzą lekarzom, ale gotowi są uznać za lekarstwo wodę z cukrem i paroma substancjami poprawiającymi smak).

Parę słów o krytyce w Internecie

To, że ludzie czują się w Sieci anonimowi i dlatego piszą w sposób agresywny i obraźliwy, jest niestety oczywistością. Najprzykrzejszą stro...