poniedziałek, 26 marca 2018

Urodzić się za wcześnie


Macie czasami uczucie, że urodziliście się w złych czasach? Ja mam. Zdecydowanie powinienem urodzić się jakieś 10 lat później, bo do swojego pokolenia zupełnie nie pasuję.

Moja młodość przypada na czasy, można rzec, historyczne. Przemiany ustrojowe, nowa III Rzeczpospolita, wielkie nadzieje... a w tym wszystkim ja, dzieciak, który zupełnie nic z tego nie rozumiał. W tym właśnie problem - widziałem, jak ludzie starsi ode mnie zmieniają świat, ale sam nie miałem z tym zupełnie nic wspólnego, byłem tylko biernym obserwatorem. A to dopiero początek kłopotów.


Miałem dodatkowo gorzej za sprawą specyficznego charakteru. Jestem z natury introwertykiem, który do ludzi podchodzi dość nieufnie. Mam też specyficzne zainteresowania. Z tego powodu przez całą młodość nie miałem kolegów, bo w małym miasteczku osoba taka jak ja nie miała szansy ich znaleźć. Czasy były bowiem "przedinternetowe". Dzisiaj nie jest problemem znalezienie jakiejś grupy na popularnym portalu społecznościowym i odszukanie osób o podobnych zainteresowaniach, które gdzieś tam sobie żyją. Nawet jeśli szansa na spotkanie na żywo istnieje parę razy w roku, to jednak zawsze pozostaje kontakt przez Sieć.

Poza tym, jak sobie tak porównuję, to zauważam, że młodsze pokolenia przewyższają mnie pod wieloma względami. Wychowane w epoce elektronicznej, nie mają problemu z poruszaniem się w świecie social media, są też przedsiębiorcze, energiczne, a przy tym - jako że wychowują się w świecie tanich linii lotniczych i niemal nieograniczonych kontaktów międzynarodowych - znają wiele języków.


Dzisiaj, kiedy chodzę sobie np. po Pyrkonie (dla niewiedzących: największym w Polsce konwencie dla miłośników szeroko pojętej fantastyki) patrzę na ludzi młodszych o te 10-15 lat i strasznie im zazdroszczę. Zadziwia mnie, jak mocno mocno zmieniła się mentalność ludzi. Dawniej sam fakt, że lubię filmy SF i komiksy sprawiał, że patrzono na mnie jak na dziwoląga. Kiedy byłem na studiach, olsztyński fan klub "Gwiezdnych Wojen" liczył 30 osób, w tym jedną dziewczynę. Bo kiedyś dziewczynie "nie wypadało" mieć takich "męskiego" hobby.  Dzisiaj takie zainteresowania nikogo nie wzruszają. Znalezienie osoby o podobnych zainteresowaniach, jeśli się nieco odbiegało od normy, graniczyło kiedyś z cudem. Dzisiaj to tylko kwestia dołączenia do odpowiedniej grupy na fejsie i umówienia się na spotkanie na żywo.



Dzisiaj moja młodość wyglądałaby zupełnie inaczej. Gdybym żył w tym samym zabitym dechami miasteczku, w którym faktycznie dorastałem, zapewne byłbym jednym z wielu młodych ludzi, którzy nosa nie wystawiają zza komputera czy smartfonu, ale z drugiej strony, nie traciłbym wbrew pozorom czasu, lecz rozmawiał, nawiązywał znajomości i cieszył się, że w całym kraju są ludzie podobni do mnie. A tak - przechlapane...

Co gorsze, z przedstawicielami "swojego" pokolenia nie mam zbyt wiele wspólnego, bo przyjąłem inne wartości. Otóż pokolenie "X" to generalnie materialiści nastawieni na karierę (tak, wiem, że uogólniam, ale w tym momencie prezentuję stereotyp, więc mam prawo). Dobrą stroną tego jest fakt, że są zwykle bardzo energiczni, zakładają własne firmy, do czego ja - niestety - nigdy nie miałem smykałki i chyba nigdy mi się to nie uda. Mam za to podejście typowe dla pokolenia młodszego, czyli: pieniądze są ważne, ale nie za wszelką cenę. Kariera owszem, ale nie za cenę życia osobistego. A jeśli mam wybierać, to wolę żyć skromnie, za to zdrowo.

To dlatego, że przedsiębiorczość pokolenia "X" ma swoją cenę. Właśnie dzisiaj dostałem do korekty tekst o chorobach dotykających pracowników korporacji. Czytałem sobie o zawałach w wieku 30 lat, uzależnieniu od amfetaminy, braku czasu choćby na przeczytanie gazety, o książkach nie wspominając. Czytam sobie o ludziach nadużywających napojów energetycznych i śpiących po 3 godziny na dobę. I masowo zapisujących się na terapie, cierpiących na bezsenność, depresje... Moim zdaniem to bardzo wysoka cena za życiowy sukces.

I wtedy dochodzę do wniosku, że w sumie moje życie nie jest takie złe. Żyję skromnie, muszę liczyć każdą złotówkę, ale w sumie... Chyba każda osoba pracująca w domu tak ma. A poza tym: Mieszkam w pięknym mieście, zdrowy jestem, jak dzisiaj nie mam zlecenia, to jutro będę miał dwa, mogę się ubierać do pracy, jak chcę, bo pracuję w domu, na kino czy wycieczkę w góry mam... I umiem się z tego cieszyć.

Może więc to moi rówieśnicy mają powody zazdrościć mi, a nie odwrotnie?

4 komentarze:

  1. Z dedykacją dla Ciebie z czasów młodzieńczych. Z jednej z moich ulubionych płyt. Strona A, utwór pierwszy: https://www.youtube.com/watch?v=Aqoay8JsuGk
    BFCB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Nie zapomniałem, kto to BFCB :)

      Usuń
  2. Mam odwrotnie: urodziłam się o 15 lat za późno. Moja dusza lgnie do lat 80.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lata 80. nie były złe - fajna muzyka, niezłe filmy, pierwsze gry komputerowe... Tylko jest jedna sprawa: Tak było raczej na Zachodzie. U nas niestety było szaro, biednie i ponuro - przynajmniej dla większości.

      Usuń

Dorosłość nie oznacza rezygnacji z bycia sobą

Gravity Falls USA 2012-2016 Według pomysłu Alexa Hirsha Dzisiaj jest wpis urodzinowy. Tak się składa, że prawie zawsze z rocznicą moje...