niedziela, 11 marca 2018

Kilka słów o zakazie handlu w niedzielę

W pierwszą niedzielę z zakazem handlu, dostałem do korekty teksty traktujące - uwaga - o zaletach faktu, że ludzie będą mieli wolne i spędzą ten czas z bliskimi. Taka sobie ironia losu.

O ile praca w weekendy to normalna rzecz u osoby żyjącej ze zleceń i do nikogo pretensji mieć nie zamierzam, to jednak z tezami zawartymi w nadesłanych tekstach nie sposób nie polemizować. Nie mam zamiaru odwoływać się do argumentów natury religijnej, a także do sensu wprowadzenia tego zakazu - pragnę tylko zwrócić uwagę na absurdalność niektórych twierdzeń.



Pierwszy i najśmieszniejszy argument, jaki tam padał, brzmi tak:

Dzięki ograniczeniu handlu w niedzielę możliwe stanie się ograniczenie konsumpcjonistycznej postawy w społeczeństwie.

Nie wiem, czy w sobotę poprzedzającą "wolną niedzielę" autor tego tekstu wyszedł do jakiejś galerii handlowej czy zwykłej sieciówki. Ja z ciekawości poszedłem.
Wrocławska galeria handlowa w sobotę poprzedzającą niedzielę z zakazem handlu (zdjęcie własne autora).

Przyznam, że zawsze dziwił mnie fakt, że wizja jednego dnia z zamkniętymi sklepami budzi w ludziach żądzę kupowania wszystkiego na zapas. Nie przesadzam, widziałem rodziny niosące całe zgrzewki wody mineralnej, gigantyczne torby z ziemniakami, wędliną, pieczywem i Bóg wie, czym jeszcze. Tak, jak zawsze bywa w naszym kraju przed choćby jednym dniem z zamkniętymi sklepami. Ale mniejsza z tym - mam wrażenie, że właściciele sklepów są zachwyceni zakazem. Spodziewam się, że ich obroty wzrosną, bo jak się kupuje na zapas, to zawsze bierze się więcej niż potrzeba. A że potem spora część osób nakupione towary po prostu wyrzuca, bo okazuje się, że wojna jednak nie wybuchła, a część towaru się przeterminowała...

Kolejny tekst:
Dzięki zakazowi handlu ludzie spędzą więcej czasu z bliskimi.

Właśnie kilka dni temu czytałem sobie dane na temat tego, jak ludzie spędzają wolny czas. Okazało się, że jakieś 70% najchętniej przegląda portale społecznościowe. Co ciekawe - odsetek ten nie zmieniał się wśród osób mających rodziny. Wątpię, żeby zakaz handlu w niedziele miał cokolwiek w tej materii zmienić. Nie sprawi to, że ludzie nagle gromadnie zaczną się odwiedzać i spędzać czas z rodziną.

Druga sprawa - czy autor zapomniał, że czas w niedziele spędza się m.in. w kawiarni, kinie itp.? I że często trzeba tam jakoś dojechać, np. tramwajem? Czyżby wszyscy pracownicy komunikacji publicznej, kina czy kawiarni nie mieli rodzin? W tej sytuacji argument ten jest nieco bez sensu.

Trzecia rzecz - wiele sklepów zareagowało na zakaz handlu w niedziele wydłużeniem pracy w sobotę i poniedziałek. Zastanawiam się, jak ci ludzie wracają do domu w sobotę, niemalże w nocy, i jak dojeżdżają do pracy wczesnym rankiem w poniedziałek. I czy w międzyczasie będą mieli siłę i chęć na konstruktywne spędzanie czasu z rodziną w niedzielę, czy raczej po prostu poszli spać.

Nie od rzeczy będzie przypomnienie, że jeśli ktoś pracuje w niedzielę, nie oznacza to, że pracuje 7 dni w tygodniu. Dla mnie to oczywiste, ale chyba nie dla wszystkich.

Jak wspomniałem na początku - argumentów "za" było znacznie więcej, ale zająłem się tymi dwoma nieprzypadkowo. Otóż oba wynikają z zadziwiającego braku umiejętności dostrzeżenia pewnego oczywistego, wydawałoby się, faktu. Uwaga, odkrywam Amerykę:

Sposobu spędzania czasu wolnego nie da się określić ustawą! 


Mnie ten zakaz w ogóle nie obchodzi. I nie dotyczy. Zakupy robię w środku tygodnia, bo weekendu mi zwyczajnie szkoda - to przecież czas, kiedy nie muszę siedzieć "przywiązany" 10 godzin do komputera, aby nie stracić możliwych zleceń i jeśli mam gdzieś wyjść, to chcę iść na jakiś solidny spacer, a nie tracić czas, stojąc w kolejce za papierem toaletowym.

Czasami zdarza mi się, że biorę pracę na weekend - tak było i tym razem. Dlaczego mam odpuścić możliwość zarobienia paru groszy? Całych dwóch dni mi to nie zajmie, zawsze zdążę zająć się swoimi sprawami, wyjść gdzieś, obejrzeć dobry film itp. Poza tym, praca w niedzielę to moja indywidualna sprawa - nikt mi nie będzie mówił, czy mam tego dnia pracować, czy nie; to tylko i wyłącznie kwestia mojego wyboru. Jeśli uznam, że chcę, to będę.

Sposobu spędzania czasu wolnego nie da się bowiem określić ustawą.

2 komentarze:

  1. Dla mnie jest jasne, że ten zakaz nie pojawił się z chęci ulżenia pracownikom handlu. Jest to spłacanie długów zaciągniętych przez wiadomą partię wobec grup, które wcześniej udzieliły jej swego poparcia. Gdyby rząd chciał poprawić sytuację osób pracujących w handlu, to moim zdaniem wystarczyłoby wprowadzić obostrzenia dotyczące maksymalnej ilości przepracowanych niedziel dla pojedynczego pracownika. Lub po prostu podnieść płacę minimalną za pracę w niedzielę. Dla wszystkich. Bo w czym gorszy jest pracownik gazowni, czy fabryki od pracownika sklepu? Zakaz handlu w niedzielę uderza w niektóre grupy społeczne, np. studentów studiów dziennych, których sytuacja finansowa zmusza do podjęcia zatrudnienia w weekendy. Dla wielu z nich ta ustawa w znacznym stopniu utrudnia perspektywę dorobienia sobie na czesne. Po raz kolejny populizm i demagogia doprowadziły do wprowadzenia niekorzystnego społecznie rozwiązania, które podzieliło ludzi. Daleka jestem od opowiadania się po którejkolwiek ze stron, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że politykę prorodzinną można prowadzić w sposób, który nie będzie kolidował z interesami jednostki.

    P.S. Trochę dziwne na tym blogspocie, że aby dodać komentarz, muszę albo mieć konto w jednym z wybranych odgórnie serwisów, albo pozostać bezimienna :) Na innych platformach z reguły wystarcza nazwa własna i mail. A tak, muszę dopisywać bardziej oficjalnie...

    Z poważaniem

    Duck :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi tez sie nie podoba zakaz handlu w niedziele, troche to utrudnia zycie, ale jak pracujesz sam dla siebie to nie obowiazuje Cie ten zakaz

    OdpowiedzUsuń

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...