sobota, 7 kwietnia 2018

Player One - w hołdzie popkulturze

Ready Player One

USA 2018
Scenariusz: Ernet Cline, Zak Penn
Reżyseria: Steven Spielberg

W świecie filmu są osobistości, na których zawsze można polegać. Najlepszym tego przykładem jest Steven Spielberg: Jego filmy to gwarancja znakomitej zabawy, wysokiej jakości zdjęć, wartkiej akcji i zwykle prostego, ale wcale nie mniej przez to ważnego przesłania. Cechą wspólną jego dzieł jest to, że chociaż pozornie wydają się kinem adresowanym do młodszej widowni, to świetnie się bawią na nich wszyscy, niezależnie od wieku. Takim właśnie filmem jest "Player One" - wspaniałe dziecko współczesnej popkultury, oddające swoisty hołd również wcześniejszym trendom. Nie dajcie się zwieść pozorom - to film zdecydowanie dla wszystkich, nie tylko dla żyjących światem wirtualnym nerdów!

Akcja osadzona jest w roku 2045, kiedy to standard życia wielu ludzi gwałtownie się pogorszył. Wiele osób szuka zapomnienia w świecie wirtualnym zwanym "Oasis", w którym każdy może być tym, kim chce i wcielić się w dowolną postać. Niektórzy, jak główny bohater, znany jako Parcival, próbują zdobyć legendarny skarb, pozostawiony w grze przez samego twórcę wirtualnego świata. Zwycięzca stanie się jak najbardziej realnym spadkobiercą twórcy, a więc multimilionerem i zarazem właścicielem "Oasis". Parcival, wraz z przyjaciółmi próbuje zdobyć ten skarb i uczynić świat nieco lepszym. Przeciw sobie mają oczywiście innych członków wirtualnego świata, a także potężną korporację, która nie chce, by podobny majątek wyśliznął jej się z rąk.



Nie wiem, jak inni, ale ja fabułę "Player One"odebrałem tylko jako pretekst do zaprezentowania tego, co miała i ma nadal do zaoferowania popkultura. W filmie pojawiają się dziesiątki (a może i setki - nie przesadzam) nawiązań do znanych i uznanych za kultowe filmów, gier i muzyki - od lat powojennych do współczesności. Parcival porusza się DeLoreanem z "Powrotu do przyszłości), a jego przyjaciółka porusza się motocyklem ze słynnego anime "Akira", oprócz tego można też zobaczyć kilka wersji Batmobilów i tytułowy samochód z "Christine". Po drodze spotykają potwory z wielu filmów SF i horrorów. Wśród bohaterów można dostrzec Freddy'ego Krugera z "Koszmaru z ulicy wiązów" i Smugę - bohaterkę gry "Overwatch". Na ścianach mijanych domów bystry widz zauważy plakaty nawiązujące do filmów - a to tylko naprawdę drobny wycinek tego, co ma do zaoferowania film. Nie mniej ważną rolę pełni muzyka - w tle niemal bez przerwy rozbrzmiewają kultowe piosenki z lat 80. i 90. Przygody bohaterów śledzimy przy dźwiękach hitów Depeche Mode, A-Ha, Van Halen, Joan Jett...

Już po fabule można się zorientować, że film będzie traktował też o problemie coraz większego zarzucania życia w świecie realnym na rzecz VR. Czy potępia takie zachowania? I tak, i nie. Przede wszystkim widz ma szansę zauważyć, jak podłe są warunki życia ogromnej większości ludzi świata przyszłości - w tej sytuacji trudno im się dziwić, że wybierają inny świat, w którym przynajmniej przez pewien czas mogą być kimś innym. Jednak - co godne uwagi - świat "Oasis" wcale nie jest lekki i beztroski. Tam na użytkowników czyhają rozliczne niebezpieczeństwa, jednak innego typu niż w świecie realnym. Oczywiście, zawsze można się "odrodzić", jednak trzeba zaczynać wszystko praktycznie od podstaw. Jednak sami bohaterowie stopniowo odkrywają, że również w świecie rzeczywistym ich przyjaciele są interesującymi ludźmi.

Czy film ma jakieś wady? Moim zdaniem, nie są one na tyle znaczące, by mocno obniżyć ocenę. Oczywiście można się zastanawiać, jak to możliwe, że wszyscy bohaterowie ze świata wirtualnego żyli niemal obok siebie również w świecie realnym. Można na upartego zastanawiać się, jakim cudem przez tak wiele lat nikt nie wpadł na rozwiązanie pierwszej zagadki i jak to możliwe, że w takim razie kolejne rozwiązywane są w tak szybkim tempie. Czy to jednak jest naprawdę aż tak ważne? Moim zdaniem lepiej dać się porwać akcji i podziwiać niesamowicie starannie wykreowaną rzeczywistość wirtualną. Niektórzy mogą też uważać, że w zbyt mały stopniu skupiono się na ukazaniu niebezpieczeństw związanych z odrywaniem się od świata realnego na rzecz VR - ilu jednak z nas nie postąpiłoby tak samo, mając do wyboru ponurą i beznadziejną egzystencję i świat wirtualny, w którym możliwe jest niemal wszystko?

Jak przystało na Spielberga - film jest tak nakręcony, że podoba się starym i młodym. Na sali kinowej siedzieli ludzie od lat 12 do 60. Doskonałe efekty wizualne i wartka akcja z pewnością przyciągną do kin młodych, zaś nieco mniej młodsi widzowie też mogą się przy tym filmie nieźle bawić - może fabuła wyda im się nieco infantylna, ale na pewno dadzą się ponieść atmosferze stworzonej przez obrazy rodem z filmów i seriali akcji sprzed kilku dekad oraz muzyki punk i new romantic. Zdecydowanie warto obejrzeć go na wielkim ekranie.

PS W świecie Oasis życie nie jest beztroskie - na śmiałków czyhają często niebezpieczne przygody i trudne wyzwania; ale jeśli istnieje szansa odrodzenia - czemu by nie spróbować? Moim zdaniem tak właśnie powinien wyglądać Raj :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...