Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2020

Klasa skrytobójców

Ansastu Kyoshitsu (ang. Assassination Classroom)
Japonia 2015
Scenariusz: Tatsuya Kanazawa
Reżyseria: Eiichiro Hasumi

Z Japonii trafiają do nas filmy mocno "europejskie", natomiast prawie nieznane pozostają dziesiątki filmów, które tam, na drugim końcu świata, biją rekordy popularności. Do nas nie trafiają, bo w większości i tak byśmy ich nie zrozumieli. Nierzadko są to produkcje z naszego punktu widzenia co najmniej dziwaczne, przeznaczone pozornie dla nastolatków, jednak kryjące w sobie drugie i trzecie dno, a przez to zmuszające do głębszych przemyśleń. Doskonałym tego przykładem jest aktorska adaptacja anime "Szkoła skrytobójców", którego głównym bohaterem jest nauczyciel pewnego japońskiego gimnazjum i jego uczniowie szkoleni na zabójców. Żeby było dziwniej - celem uczniów jest ich własny nauczyciel. A żeby było jeszcze dziwaczniej, nauczyciel to podobny do żółtej ośmiornicy, wszechstronnie uzdolniony stwór zwany przez uczniów Koro-sensei.

wtorek, 11 lutego 2020

Ptaki Nocy (i fantastyczny ubaw pewnego Człowieka-Redaktora)

Birds of Prey (and the Fantabulous Emancipation of One Harley Quinn)
USA 2020
Scenariusz: Christina Hodson
Reżyseria: Cathy Yan


"Ptaki Nocy" to film co najmniej dziwny, a raczej dziwaczny. Mimo to jednak zaskoczyło mnie, że tak wiele osób to zaskoczyło. Oczywiście, ci, którzy piszą, że film jest kiczowaty i przerysowany, mają rację. Ci, którzy twierdzą, że jest chaotyczny, też mają rację. Rzecz jednak w tym, że ja wiem jedno - tak miało być. Nad wieloma krytykami mam bowiem podwójną przewagę. Po pierwsze, znam pierwowzór postaci Harley Quinn, a po drugie, znam komiks, na którym został oparty film. Tym samym byłem przygotowany na to, co zobaczyłem.

środa, 1 stycznia 2020

Wielka Szóstka - opowieść o robocie i jego chłopcu

Big Hero 6

USA 2014
Scenariusz: Don Hall, Jordan Roberts
Reżyseria: Don Hall, Chris Williams

Filmy bazujące na komiksach wcale nie muszą być proste, przeciwnie - coraz częściej kryje się w nich przesłanie głębsze niż wydaje się to na pierwszy czy nawet dziesiąty rzut oka. Najlepszym tego dowodem są dwa ostatnie filmy z cyklu "Avengers". Niby jest trochę scen do śmiechu, akcja płynie wartko, bohaterowie są oryginalne, ich teksty nie są pozornie zbyt skomplikowane, za to zapadają w pamięć - niemniej, filmy te doczekały się również wielu niezmiernie ciekawych dyskusji, recenzji i analiz. Ale "Avengers" nie byli pierwsi. Moim zdaniem pierwszym "takim bardziej dorosłym" filmem według komiksów Marvela jest "Wielka Szóstka". 
 
 
 
 

sobota, 21 grudnia 2019

Skywalker: Odrodzenie - godny koniec wielkiej przygody

Star Wars: The Rise of Skywalker
USA 2019
Scenariusz: Chris Terrio, J.J. Abrams
Reżyseria: J.J. Abrams

Kiedy cztery lata temu szedłem do kina na "Przebudzenie Mocy", bałem się, że dostanę film nakręcony przez osobę, która - podobnie jak przy epizodach I, II i III będzie "na siłę" chciała wnieść nową jakość, co skończy się dla filmu źle. Na szczęście stało się inaczej i wyszedłem z kina zachwycony. Entuzjastyczne recenzje po pokazach specjalnych "Ostatniego Jedi" wzbudziły nadzieje, ale i obawy, że się rozczaruję - i znów czekało mnie dobre zaskoczenie, bo ten film stał się moim drugim ulubionym po pierwszych "Gwiezdnych Wojnach". Idąc na "Skywalkera: Odrodzenie", znów bałem się, że seria mojego życia doczeka się tak marnego zakończenia jak ostatni odcinek ostatniego sezonu "Gry o Tron". I znów okazało się, że niepotrzebnie się bałem. Chociaż nie ukrywam, że mogło być lepiej.

czwartek, 14 lutego 2019

Anioł miłości, anioł śmierci


Alita: Battle Angel

Argentyna, Kanada, USA 2019
Scenariusz: Laeta Kalogridis, Robert Rodriguez, James Cameron
Reżyseria: Robert Rodriguez
Na podstawie mangi "Battle Angel Alita" Yukito Kishiro z 1990 r.

Cyberpunk jest jednym z popularniejszych gatunków mangi, czyli (dla nieznających terminologii) komiksu japońskiego. Opisy futurystycznych miast, przepełnionych dziwacznymi tworami technologicznymi i krzyżówkami ludzi i maszyn przypadły do serca wielu czytelnikom na całym świecie. Oprócz kultowego również w Polsce "Ghost in the Shell" ogromną rolę w rozwoju tego nurtu odegrała w swoim czasie "Alita", dotąd w Polsce nieco mniej znana.

Alita to kobieta-cyborg, odnaleziona niemal kompletnie zniszczona na złomowisku przez Ido - naukowca, który zajmuje się właśnie budową i naprawą takich tworów, jak ona. Alita nie pamięta, kim jest i co robiła wcześniej, ale wrodzone instynkty wskazują na to, że dawniej była wojowniczką stworzoną, aby zniszczyć Zalem - ostatnie z wielkich, niedostępnych latających miast, które sprawuje dyktatorskie rządy nad resztkami ziemskiej cywilizacji. Jej ponowne pojawienie się budzi zaniepokojenie, skutkiem czego wielu ludziom nagle zaczyna zależeć, by zginęła. Ona sama próbuje znaleźć swoje miejsce, niezależnie od tego, czego wymagają od niej inni - lub jej wspomnienia.

piątek, 21 grudnia 2018

Kilka słów o piernikach świątecznych

Istnieją potrawy, bez których sobie Świąt nie wyobrażamy. Dla jednych to serniczek, dla innych pierogi z grzybami. A dla mnie to są pierniki staropolskie. I jak piszę "staropolskie", to dokładnie to mam na myśli - recepturę przepisałem z XVI-wiecznego dokumentu udostępnionego w pewnym muzeum i nieco zmodyfikowałem.

Wszystkie składniki przygotowane. Kota nie dodajemy.
Pierniki, o których mowa, są dojrzewające, to znaczy, że ciasto trzeba przygotować dłuuugo przed Świętami. Dokładnie: jakieś dwa miesiące wcześniej. Od razu mówię, że przygotowuję tych pierników dużo, bo musi ich starczyć dla kilku osób na 12 dni, licząc od pierwszego dnia astronomicznej zimy, kiedy to prasłowiańskim zwyczajem zaczyna się Nowy Rok. Aby przygotować taką masę pierników, najpierw przygotowujemy składniki:






piątek, 25 maja 2018

Pyrkon 2018

Trochę sobie nakupowałem...

"Kiedyś to były czasy..." - to powiedzenie, którego nie rozumiem. Tak samo jak tęsknoty za dzieciństwem.  Dla mnie dobre czasy są właśnie teraz. Za dzieciństwa nie miałem takich imprez jak Pyrkon - po prostu ich nie było.


"Dobre czasy"? Ależ oczywiście! Ale nie mówię tak o minionych latach. Najlepsze lata przeżywam obecnie - za 50 lat ze łzami na policzkach będę wspominał wycieczki do Czech, coniedzielne naleśniki robione z przyjaciółką, spacerki po zakazanych miejscach "tylko dla pracowników PKP", zwiedzanie najbardziej zapomnianych miejsc Wrocławia i wyjazdy na Pyrkon. No właśnie... Pyrkon.

sobota, 7 kwietnia 2018

Player One - w hołdzie popkulturze

Ready Player One

USA 2018
Scenariusz: Ernet Cline, Zak Penn
Reżyseria: Steven Spielberg

W świecie filmu są osobistości, na których zawsze można polegać. Najlepszym tego przykładem jest Steven Spielberg: Jego filmy to gwarancja znakomitej zabawy, wysokiej jakości zdjęć, wartkiej akcji i zwykle prostego, ale wcale nie mniej przez to ważnego przesłania. Cechą wspólną jego dzieł jest to, że chociaż pozornie wydają się kinem adresowanym do młodszej widowni, to świetnie się bawią na nich wszyscy, niezależnie od wieku. Takim właśnie filmem jest "Player One" - wspaniałe dziecko współczesnej popkultury, oddające swoisty hołd również wcześniejszym trendom. Nie dajcie się zwieść pozorom - to film zdecydowanie dla wszystkich, nie tylko dla żyjących światem wirtualnym nerdów!

Akcja osadzona jest w roku 2045, kiedy to standard życia wielu ludzi gwałtownie się pogorszył. Wiele osób szuka zapomnienia w świecie wirtualnym zwanym "Oasis", w którym każdy może być tym, kim chce i wcielić się w dowolną postać. Niektórzy, jak główny bohater, znany jako Parcival, próbują zdobyć legendarny skarb, pozostawiony w grze przez samego twórcę wirtualnego świata. Zwycięzca stanie się jak najbardziej realnym spadkobiercą twórcy, a więc multimilionerem i zarazem właścicielem "Oasis". Parcival, wraz z przyjaciółmi próbuje zdobyć ten skarb i uczynić świat nieco lepszym. Przeciw sobie mają oczywiście innych członków wirtualnego świata, a także potężną korporację, która nie chce, by podobny majątek wyśliznął jej się z rąk.

sobota, 10 lutego 2018

Moje Nadodrze

Każdy ma swoje miejsce na Ziemi. Moim jest Wrocław. Kocham to miasto, każdą jego uliczkę i kamieniczkę. Jednak w przeciwieństwie do większości, unikam zatłoczonego Starego Miasta czy Ostrowa Tumskiego - wolę przemykać po wąskich, często jeszcze brukowanych uliczkach między kamienicami. Takimi, jakich sporo jest na osiedlu będącym moim aktualnym miejscem zamieszkania.

Nadodrze to twór trochę sztuczny, wydzielony z większego osiedla o nieci dziwnej nazwie Ołbin, które do 1808 r. było osadą przylegającą do miasta. Potem zostało włączone w jego obręb, gdzie stało się tak zwanym Przedmieściem Odrzańskim. Na przełomie XIX i XX w. zbudowano tam setki kamienic, z których większość przetrwała wojnę i można je oglądać do dzisiaj. W 1991 r. Ołbin podzielono na kilka mniejszych osiedli, w tym właśnie Nadodrze.

Osiedle to ma wśród wielu osób opinię nieprzyjemnego i niebezpiecznego. To przesada, żeby nie rzec - bzdura. Ludzie, którzy tak mówią, najczęściej ostatni raz byli na Nadodrzu jakieś 20 lat temu lub chyłkiem przemknęły jedną z głównych ulic, istotnie niezbyt atrakcyjnych. Co do bezpieczeństwa - czuję się tu znacznie pewniej niż w choćby na wspomnianym Starym Mieście. Czy warto tu zajść? Oceńcie sami.

sobota, 16 grudnia 2017

Ostatni Jedi - nowe nadchodzi, stare umiera

Star Wars: The Last Jedi

USA 2017

Scenariusz i reżyseria: Rian Johnson


Kiedy dwa lata temu wyszedłem z kina z "Przebudzenia Mocy", bylem zachwycony. Dostałem film nawiązujący mocno do "starej" trylogii, ale wykorzystujący pewne znane schematy w sposób, dzięki któremu miał swój własny charakter. Miał też ciekawych bohaterów, wizualnie był bez zarzutu, więc zyskał u mnie bardzo wysokie noty. Potem pojawił się "Łotr 1", w którym klasyczny podział na Dobro i Zło został nieco zachwiany. W "Ostatnim Jedi" oba te nurty zostały umiejętnie połączone - mamy film, który owszem, czerpie garściami ze starszych filmów serii (co w tym wypadku nie jest wadą), a jednocześnie mocno od nich odbiega, choćby ukazaniem sporów drążących obie strony konfliktu.

czwartek, 12 października 2017

Łowca Androidów - czy film może być zbyt ambitny?

Blade Runner 2049

USA 2017
Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Hampton Fancher, Michael Green


"Blade Runner" to film uznawany przez wielu za kultowy. Ciekawa to rzecz, bo stało się tak w dużej mierze za sprawą pamiętnego, improwizowanego monologu Rutgera Hauera. Jak ktoś nie wierzy, to proszę "na szybko" wywołać z pamięci inne sceny z filmu! Niemniej, mnie osobiście ten film bardzo się podobał. To było kino! Widziałem ludzi, którzy zachowywali się jak roboty i androidy, które rozpaczliwie chciały być ludźmi. Do tego dostałem wspaniały klimat rodem z czarnego kryminału, intrygę, tajemnicę, niebezpieczne śledztwo i umiejętnie przeplatanie scen akcji ze spokojnymi, dzięki czemu film odpowiednio tonował napięcie. Do tego była piękna muzyka i naturalnie brzmiące dialogi. W moich oczach - rzadki przykład filmu właściwie pozbawionego wad.

Kiedy usłyszałem, że film ma się doczekać kontynuacji, oczywiście wiedziałem, że jako fan SF na pewno do kina pójdę. Ale zacząłem się bać - z trzech powodów. Obawiałem się tego, że producentem ma być Ridley Scott, który ostatnio wziął się za zabijanie swojego najsłynniejszego dziecka - "Obcego" - i nawet nie będąc reżyserem, mógłby tutaj zrobić to samo. Po drugie - zastanawiałem się, czy dzisiaj, kiedy ludzie dostali filmy o podobnej tematyce, takie jak "Ghost in the Shell" czy "Ex Machina", kontynuacja przeboju sprzed lat ma w ogóle sens. Po trzecie wreszcie - obawiałem się, że narobię sobie apetytu, a film mnie rozczaruje. Niestety - obawy były słuszne. Ale nie uprzedzajmy faktów.


Film reżyserował Denis Villeneuve, którego kojarzę przede wszystkim za przepiękny "Arrival", co samo w sobie było rekomendacją. Istotnie, tutaj również dostałem kino przepiękne wizualnie. Ujęcia miasta z lotu ptaka, pustynne krajobrazy, samotne drzewo, wyschnięte, jakby nie było dla niego miejsca - to wszystko zrobiło na mnie wrażenie. Ale wykonane z rozmachem efekty wizualne to nie wszystko. Niestety, to, co w "Arrival" rzucało mnie na kolana, tutaj zostało - brakuje mi słowa - przesadzone? Brakuje mu pamiętnego, "brudnego" klimatu rodem z pierwszego "Blade Runnera". Owszem, twórcy próbowali naśladować ten klimat, na przykład dodając wszechobecny deszcz, ale mimo wszystko nawet sceny ukazujące slumsy sprawiają wrażenie wręcz sterylnych. Skutkiem tego otrzymujemy miasto nie mroczne, niebezpieczne, ale nowoczesne, neonowe.

Najgorsze jest jednak to, że - w przeciwieństwie do filmu Ridleya Scotta - "Blade Runner 2049" jest potwornie ślamazarny. W tamten film, przypomnę, umiejętnie wpleciono sceny, gdzie akcja toczy się nieco szybciej. "Blade Runne 2049" jest dla odmiany powolny. Dosłownie - bohaterowie wolno się poruszają, wolno mówią i wolno reagują. Jakby "normalny" film został puszczony w zwolnionym tempie. Jakby reżyser uznał, że ambitne kino to takie, w którym nic się nie dzieje, a jakiekolwiek ożywienie czy zwroty akcji obniżają wartość artystyczną (chociaż w "Arrival" takich zabiegów się nie bał). Poza tym większość dialogów i monologów sprawia wrażenie mówionych na siłę, zupełnie jakby scenarzysta chciał "zaćmić" słynny monolog Rutgera Hauera. Tylko że te teksty sprawiają wrażenie sztucznych, wymuszonych i przesadnie patetycznych. Z tego powodu to, co mogłoby wzruszać - jest żenujące i nieprzekonujące, a to, co ma budzić niepokój - nierzadko śmieszy. Film staje się bardziej znośny od momentu, kiedy na ekranie pojawia się Harrison Ford i chociaż na ten czas klimat zaczyna przypominać "starego" "Blade Runnera" - ale to za mało, za krótko.



Wydaje mi się, że "Blade Runnera 2049" próbowano uczynić zbyt dobrym, skutkiem czego został przeinwestowany. Zamiast skupić się na przykład na klimacie, zdecydowano się zadbać o wszystko naraz, np. o efekty wizualne. Niestety, rzeczy te nie zawsze współgrają, na przykład nie da się stworzyć kina noir, ukazując sterylne wnętrza. Muzyka, która najwyraźniej ma naśladować dzieła Vangelisa filmu Ridleya Scotta jest monotonna i raczej usypia niż wprowadza w odpowiedni nastrój. Poza tym, nie ukrywam, dzisiaj - kiedy widziałem filmy takie jak "Ex Machina" - tematyka filmu nie jest już ani nowatorska, ani wyjątkowa. Film sprawiał momentami wrażenie wtórnego; pytania, które widz ma sobie po jego obejrzeniu zadawać, od czasów pierwszego "Blade Runnera" pojawiały się już dziesiątki razy.

"Blade Runner 2049" to film, który wzbudza ambiwalentne odczucia. Jedni mówią o nim jak o arcydziele, inni - jak o nieudolnej kopii oryginału. Ja stawiam siebie pośrodku: Nie uważam tego filmu za zupełną porażkę, ale nie potrafię powiedzieć, że jestem zadowolony z czasu spędzonego w kinie. Jestem zadowolony, że go obejrzałem, ale za dwa tygodnie bez żalu o nim zapomnę.

poniedziałek, 18 września 2017

Blood Drive

Blood Drive

Kanada/USA 2017


Ostatnio powstaje taka masa seriali, że trudno nadążyć z ich oglądaniem. Wiele z nich jest naprawdę świetna - trzyma w napięciu, fabuła jest dopracowana, zwroty akcji - liczne i zaskakujące. Niby nie ma na co narzekać... Ale jednak jakoś tak tęskniłem za serialem, którego oglądanie byłoby czystą rozrywką, a przesłanie miałby ukryte gdzieś pod spodem. I wreszcie trafiło mi się takie cudo - wypełniony absurdem, krwią, pościgami (i cyckami, nie zapominajmy o najważniejszym) "Blood Drive". Ten krwawy twór stacji SyFy, pozornie będący produkcją klasy "B", wcale nie jest taki głupi i ma swoje drugie dno. Ale po kolei.

"Blood Drive" jest dystopią, której akcja osadzona jest w alternatywnej rzeczywistości, w "odległej przyszłości - roku 1999", jak głosi napis w pierwszym odcinku. Ameryka pogrążona jest w kryzysie, któremu początek dało pojawienie się "blizny" - gigantycznej rozpadliny rozcinającej kontynent. Kataklizm sprawił, że woda pitna jest trudno dostępna, a benzyna - wściekle droga. Kontrolę nad krajem sprawuje megakorporacja "Serce". Ona też, dbając o, powiedzmy, morale ludności, wymyśla niecodzienny wyścig zwany Blood Drive. Niby zwyczajny wyścig przez Amerykę, tylko że zawodnicy korzystają z samochodów napędzanych... krwią. Co oznacza, że muszą zabijać napotkanych po drodze ludzi, by jechać dalej.

Arcane - 7 lat czekania, ale warto było

Arcane USA 2021 Scenariusz: Christian Linke, Alex Yee Na podstawie gry League of Legends Nie jestem namiętnym graczem, ale świat gier komput...