czwartek, 12 października 2017

Łowca Androidów - czy film może być zbyt ambitny?

Blade Runner 2049

USA 2017
Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Hampton Fancher, Michael Green


"Blade Runner" to film uznawany przez wielu za kultowy. Ciekawa to rzecz, bo stało się tak w dużej mierze za sprawą pamiętnego, improwizowanego monologu Rutgera Hauera. Jak ktoś nie wierzy, to proszę "na szybko" wywołać z pamięci inne sceny z filmu! Niemniej, mnie osobiście ten film bardzo się podobał. To było kino! Widziałem ludzi, którzy zachowywali się jak roboty i androidy, które rozpaczliwie chciały być ludźmi. Do tego dostałem wspaniały klimat rodem z czarnego kryminału, intrygę, tajemnicę, niebezpieczne śledztwo i umiejętnie przeplatanie scen akcji ze spokojnymi, dzięki czemu film odpowiednio tonował napięcie. Do tego była piękna muzyka i naturalnie brzmiące dialogi. W moich oczach - rzadki przykład filmu właściwie pozbawionego wad.

Kiedy usłyszałem, że film ma się doczekać kontynuacji, oczywiście wiedziałem, że jako fan SF na pewno do kina pójdę. Ale zacząłem się bać - z trzech powodów. Obawiałem się tego, że producentem ma być Ridley Scott, który ostatnio wziął się za zabijanie swojego najsłynniejszego dziecka - "Obcego" - i nawet nie będąc reżyserem, mógłby tutaj zrobić to samo. Po drugie - zastanawiałem się, czy dzisiaj, kiedy ludzie dostali filmy o podobnej tematyce, takie jak "Ghost in the Shell" czy "Ex Machina", kontynuacja przeboju sprzed lat ma w ogóle sens. Po trzecie wreszcie - obawiałem się, że narobię sobie apetytu, a film mnie rozczaruje. Niestety - obawy były słuszne. Ale nie uprzedzajmy faktów.


Film reżyserował Denis Villeneuve, którego kojarzę przede wszystkim za przepiękny "Arrival", co samo w sobie było rekomendacją. Istotnie, tutaj również dostałem kino przepiękne wizualnie. Ujęcia miasta z lotu ptaka, pustynne krajobrazy, samotne drzewo, wyschnięte, jakby nie było dla niego miejsca - to wszystko zrobiło na mnie wrażenie. Ale wykonane z rozmachem efekty wizualne to nie wszystko. Niestety, to, co w "Arrival" rzucało mnie na kolana, tutaj zostało - brakuje mi słowa - przesadzone? Brakuje mu pamiętnego, "brudnego" klimatu rodem z pierwszego "Blade Runnera". Owszem, twórcy próbowali naśladować ten klimat, na przykład dodając wszechobecny deszcz, ale mimo wszystko nawet sceny ukazujące slumsy sprawiają wrażenie wręcz sterylnych. Skutkiem tego otrzymujemy miasto nie mroczne, niebezpieczne, ale nowoczesne, neonowe.

Najgorsze jest jednak to, że - w przeciwieństwie do filmu Ridleya Scotta - "Blade Runner 2049" jest potwornie ślamazarny. W tamten film, przypomnę, umiejętnie wpleciono sceny, gdzie akcja toczy się nieco szybciej. "Blade Runne 2049" jest dla odmiany powolny. Dosłownie - bohaterowie wolno się poruszają, wolno mówią i wolno reagują. Jakby "normalny" film został puszczony w zwolnionym tempie. Jakby reżyser uznał, że ambitne kino to takie, w którym nic się nie dzieje, a jakiekolwiek ożywienie czy zwroty akcji obniżają wartość artystyczną (chociaż w "Arrival" takich zabiegów się nie bał). Poza tym większość dialogów i monologów sprawia wrażenie mówionych na siłę, zupełnie jakby scenarzysta chciał "zaćmić" słynny monolog Rutgera Hauera. Tylko że te teksty sprawiają wrażenie sztucznych, wymuszonych i przesadnie patetycznych. Z tego powodu to, co mogłoby wzruszać - jest żenujące i nieprzekonujące, a to, co ma budzić niepokój - nierzadko śmieszy. Film staje się bardziej znośny od momentu, kiedy na ekranie pojawia się Harrison Ford i chociaż na ten czas klimat zaczyna przypominać "starego" "Blade Runnera" - ale to za mało, za krótko.



Wydaje mi się, że "Blade Runnera 2049" próbowano uczynić zbyt dobrym, skutkiem czego został przeinwestowany. Zamiast skupić się na przykład na klimacie, zdecydowano się zadbać o wszystko naraz, np. o efekty wizualne. Niestety, rzeczy te nie zawsze współgrają, na przykład nie da się stworzyć kina noir, ukazując sterylne wnętrza. Muzyka, która najwyraźniej ma naśladować dzieła Vangelisa filmu Ridleya Scotta jest monotonna i raczej usypia niż wprowadza w odpowiedni nastrój. Poza tym, nie ukrywam, dzisiaj - kiedy widziałem filmy takie jak "Ex Machina" - tematyka filmu nie jest już ani nowatorska, ani wyjątkowa. Film sprawiał momentami wrażenie wtórnego; pytania, które widz ma sobie po jego obejrzeniu zadawać, od czasów pierwszego "Blade Runnera" pojawiały się już dziesiątki razy.

"Blade Runner 2049" to film, który wzbudza ambiwalentne odczucia. Jedni mówią o nim jak o arcydziele, inni - jak o nieudolnej kopii oryginału. Ja stawiam siebie pośrodku: Nie uważam tego filmu za zupełną porażkę, ale nie potrafię powiedzieć, że jestem zadowolony z czasu spędzonego w kinie. Jestem zadowolony, że go obejrzałem, ale za dwa tygodnie bez żalu o nim zapomnę.

1 komentarz:

  1. Oglądałam zarówno wersję z 1982, jak i kontynuację (tę drugą widziałam w kinie). Ten nowy film ma fajny klimat i sama koncepcja mi się podoba, ale faktem jest, że chwilami trochę się jednak dłużył. Najbardziej denerwowała mnie muzyka, która w dodatku w kinie była zbyt głośna i przytłaczała, a nawet utrudniała odbiór tego, co na ekranie. Rozczarowało mnie, że tak długo trzeba było czekać na pojawienie się Harrisona Forda, choć sama rola wypadła moim zdaniem świetnie i jest najmocniejszym punktem filmu.

    W pierwszym "Blade Runnerze" akcja była bardziej dynamiczna, ale przede wszystkim oprawa tamtej produkcji jest nie do podrobienia. To była złota era VHS, zupełnie inne filmy i oczekiwania widzów. Teraz zamiast wielowymiarowego Forda mamy mało wyrazistego Goslinga i liczne, jakże ambitne, spowolnienia w akcji :)

    Będąc jednak uczciwą, przyznaję, że film wart jest obejrzenia. Nie tylko przez sentyment do lat 80.

    Z poważaniem,
    Duck

    OdpowiedzUsuń

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...