poniedziałek, 18 września 2017

Blood Drive

Blood Drive

Kanada/USA 2017


Ostatnio powstaje taka masa seriali, że trudno nadążyć z ich oglądaniem. Wiele z nich jest naprawdę świetna - trzyma w napięciu, fabuła jest dopracowana, zwroty akcji - liczne i zaskakujące. Niby nie ma na co narzekać... Ale jednak jakoś tak tęskniłem za serialem, którego oglądanie byłoby czystą rozrywką, a przesłanie miałby ukryte gdzieś pod spodem. I wreszcie trafiło mi się takie cudo - wypełniony absurdem, krwią, pościgami (i cyckami, nie zapominajmy o najważniejszym) "Blood Drive". Ten krwawy twór stacji SyFy, pozornie będący produkcją klasy "B", wcale nie jest taki głupi i ma swoje drugie dno. Ale po kolei.

"Blood Drive" jest dystopią, której akcja osadzona jest w alternatywnej rzeczywistości, w "odległej przyszłości - roku 1999", jak głosi napis w pierwszym odcinku. Ameryka pogrążona jest w kryzysie, któremu początek dało pojawienie się "blizny" - gigantycznej rozpadliny rozcinającej kontynent. Kataklizm sprawił, że woda pitna jest trudno dostępna, a benzyna - wściekle droga. Kontrolę nad krajem sprawuje megakorporacja "Serce". Ona też, dbając o, powiedzmy, morale ludności, wymyśla niecodzienny wyścig zwany Blood Drive. Niby zwyczajny wyścig przez Amerykę, tylko że zawodnicy korzystają z samochodów napędzanych... krwią. Co oznacza, że muszą zabijać napotkanych po drodze ludzi, by jechać dalej.


Głównym bohaterem jest policjant Arthur, który prowadzi śledztwo w pewnej sprawie - jednak w trakcie interwencji trafia w sam raz na początek nowej edycji Blood Drive. Prowadzący wyścig, ekscentryczny Julian Slink, wysłuchuje "głosu ludu", czyli żądnej rozrywki publiki i zmusza policjanta do udziału w zawodach. Zostaje partnerem Grace, która chce wygrać wyścig, by za wygraną móc wyciągnąć siostrę ze szpitala dla psychicznie chorych. Bo udział w wyścigu (pomijając nieszczęsnego Arthura) jest całkowicie dobrowolny, a chętnych nie brakuje, gdyż nagroda wynosi 10 mln dolarów. Ale są haczyki. Przede wszystkim wyścig podzielony jest na etapy. Kto zakończy etap jako ostatni - ginie. Kto zboczy z trasy - ginie. No i po drodze trzeba mordować ludzi - a przynajmniej odcinać im części ciała - żeby zatankować samochody.

Brzmi co najmniej... absurdalnie i kiczowato, prawda? I pozornie tak jest. Serial sprawia wrażenie kina gore klasy "B", w którym główną rolę odgrywają krew i nagie ciała, bo wyścig przyciąga różnego rodzaju dewiantów. Po drodze mamy oczywiście liczne zabójstwa, strzelaniny, a także przypadkowo napotykanych wrogów, takich jak rodzina kanibali podających ludzkie mięso w miejscowym barze (bo wołowina jest za droga), agresywnych pacjentów szpitala psychiatrycznego czy też krwiożercze mutanty. Do tego są oczywiście samochody napędzane krwią, z silnikami będącymi skrzyżowaniem sokowirówki i piły tarczowej. Symbolem serialu jest postać Juliana Slinka: wiecznie uśmiechnięty człowieczek w za dużym cylindrze, impresario o charakterze raczej cyrkowca, będący jednak bezwzględnym zabójcą i manipulatorem. Niby tandeta, absurd, ale...

Ale na drugi rzut oka już tak absurdalnie nie jest. "Blood Drive" można uznać za brutalną, ale wyjątkowo trafną ocenę współczesnego społeczeństwa wychowanego na reality show, w których dozwolone jest właściwie wszystko. Serial zawiera bowiem jasne przesłanie - za poziom programów w telewizji, za ciągłe podnoszenie poprzeczki w zakresie ukazywanej oczami kamer krwi i przemocy odpowiedzialni są tylko i wyłącznie widzowie. Stacje telewizyjne... cóż, one tylko spełniają żądania widzów, którzy niskich lotów, przepełnionej seksem i przemocą rozrywki się domagają. Na przykład prowadzący zawody Julian zostaje zaproszony na rozmowę dyscyplinującą z szefami za to, że wyścig jest... za mało krwawy, co nie podoba się publiczności. Sami widzowie na mecie każdego etapu organizują orgię i niecierpliwie oczekują chwili, kiedy prowadzący będzie wysadzał ostatniego na mecie. Można powiedzieć, że "Blood Drive" jest ucieleśnieniem marzeń niejednego przedstawiciela naszej rzeczywistości o połączeniu krwawego horroru i pornografii w jeden spektakl, który można by na żywo podziwiać.

Poza tym potężnie obrywa się wielkim korporacjom, firmom farmaceutycznym i wielu innym produktom współczesnego "dzikiego" kapitalizmu. Grace i Arthur wspólnie odkrywają, jak wielki wpływ na ich życie ma korporacja "Serce", dążąca do kontrolowania praktycznie każdego aspektu życia ludzi. Istnieje też poboczny wątek - oto partner Arthura, dotąd w pełni popierający działania "Serca", widzi o jedną rzecz za dużo i zostaje uwięziony. Sprawująca nad nim pieczę atrakcyjna kobieta jest jednak androidem, którego jedynym celem jest złamanie policjanta i uczynienie z niego posłusznej marionetki w rękach korporacji. Kusząca go swoimi wdziękami kobieta robi to tylko po to, by za chwilę doprowadzić do upokorzenia, bólu i wstydu. Policjant m zrozumieć, że nie liczy się ani on, ani żaden inny człowiek - liczy się jedynie dobro megakorporacji. Pytanie tylko - kto kontroluje androidkę i korporację?

"Blood Drive" z pewnością nie jest serialem dla ludzi o słabych nerwach i nieodpornych na obrzydliwości. Pozornie folgująca najniższym instynktom produkcja zawiera w sobie jednak coś więcej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Polecam zdecydowanie, ale tylko widzom odpornym na widok mnóstwa krwi i czerwonych bebechów :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...