piątek, 22 września 2017

Kilka słów o czytaniu ze zrozumieniem

Znajoma sytuacja: Piszesz jakiś tekst, niekoniecznie do końca przemyślany, czasem pod wpływem emocji. Ktoś zarzuca ci błąd. Ma rację, ale jako rasowy użytkownik Internetu nie przyznasz się do tego. Zamiast tego wzywasz na pomoc pseudoargument, który niestety ma wielką szansę zadziałać: Zarzucasz brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Zaczęło się niewinnie. Istotnie, spora część społeczności w Sieci zdawała się potwierdzać budzącą grozę tezę, że Polacy nawet instrukcji obsługi nie rozumieją. Jednak argument ten zaczął pojawiać się coraz częściej w sytuacjach zupełnie nieodpowiednich, np. wtedy, gdy ktoś po prostu nie zgadzał się z tym, co napisano. Dalsza część wywodu dotyczy głównie takich zachowań właśnie, natomiast pomija sytuacje, kiedy dyskutant istotnie pisze zupełnie nie na temat albo próbuje sprowadzić rozmowę do poziomu absurdu. Obejmie za to - ku niezadowoleniu niektórych - ironię i sarkazm.


Zanim zarzucimy komuś brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, przypomnijmy sobie parę rzeczy:

1. To, że ktoś się z nami nie zgadza, nie znaczy, że nas nie rozumie

To najczęściej popełniany przez internautów błąd. Z jakiegoś powodu wiele osób uważa, że ich poglądy są tak logiczne, niezbite i oczywiste, że sam fakt niezgody MUSI oznaczać niezrozumienie. Nie wiem, skąd to się bierze. Widzicie prawda jest taka, że jeśli ktoś pisze, że nie zgadza się z Wami, oznacza to, że...

NIE ZGADZA SIĘ W WAMI

Tylko tyle i aż tyle.
Wielokrotnie zdarzało mi się, że czytałem w sieci teksty, pod którymi komentujący przerzucali się tym brakiem umiejętności z uporem godnym lepszej sprawy. Co ciekawe, najczęściej zdarzało się to w sprawach błahych - ot, różnice zdań w odbiorze filmu czy serialu. Oczywiście "argument" ten pojawia się też bardzo często w dyskusjach politycznych i religijnych. Swoją drogą to ciekawe, że ludzie jednakowo agresywnie reagują na różnice poglądów zarówno w sferze polityki, jak i hobby. Ale może to po prostu cecha użytkowników Sieci - nie wiem.
Kolejna sprawa to smutna prawda:

2. Bywa, że to Wy czegoś nie rozumiecie


Właśnie wczoraj czytałem tekst, który ubawił mnie do łez - pewna przekonana o swojej wyższości grafomanka wysmarowała artykuł na temat "Gry o Tron" (nie mam zamiaru pisać, o który blog chodzi, żeby nie nabijać ten pani czytelników), w którym wykazała się wyjątkową ignorancją. Nie znała ani fabuły, ani podłoża serialu, zarzuciła jego twórcom rasistowskie poglądy, a ponadto popełniła szereg błędów, choćby w pisowni nazwisk (nie tylko postaci z serialu!), i wiele innych. Setki osób zauważyły (pisząc, co muszę podkreślić, bardzo kulturalnie), że ten wpis dowodzi, że jego autorka zupełnie nie ogarnia tematu, więc może niekoniecznie powinna się wypowiadać. Na wszystkie uwagi padała nieodmiennie ta sama odpowiedź: "bardzo proszę o czytanie ze zrozumieniem". Do głowy tej grafomance bowiem nie przyszło, że można przeczytać jej tekst (napisany, nawiasem mówiąc, z takimi "bykami", że za mojej młodości nie dostałaby promocji do klasy 6.) i obsmarować go błotem od pierwszej do ostatniej linijki. A o tym, że napisała bzdury, mogła przekonać się bardzo łatwo - na przykład sięgając po książkę, na podstawie której rzeczony serial powstał.  Albo przypominając sobie, że jest to wizja autora książki i scenarzystów, a nie jej własna.

Na tym przykładzie widać też, że przyznanie się do błędu jest dzisiaj niestety uważane za wielki wstyd. Prościej jest zarzucić komuś brak umiejętności czytania ze zrozumieniem i "odwrócić kota ogonem", mniej lub bardziej nieumiejętnie zmieniając temat.

3. Nie każdy ma to samo poczucie humoru

Z humorem, ironią i sarkazmem w internecie jest ciężko. Z jednej strony - poważnie bez przerwy pisać się nie da. Z drugiej - ironia nie zawsze jest na miejscu, a ponadto niechcący możemy napisać coś, co przez innych zostanie źle odebrane. Często bowiem odwołujemy się do jakiegoś filmu, serialu, książki albo - nie daj Boże - różnych teleturniejów czy innych zjawisk kultury masowej, których wbrew pozorom wiele osób nie zna. Skutkiem tego "zmarnujemy" jedynie dobry dowcip.
Pewna osoba niedawno stwierdziła, że ironia to świetna sprawa, a jej zrozumienie ułatwiają emotki. Otóż nie, nie zawsze. Nie każdy temat można potraktować ironicznie (pomijam już to, że wiele osób lubi traktować z ironią innych, ale same się za to obrażają). Poza tym, nadmiar emotek, z lubością stosowany przez wielu, sugerować może, że nie mamy argumentów, skutkiem czego próbujemy albo sprowadzić rozmowę do absurdu, albo chcemy ośmieszyć dyskutanta, albo nie traktujemy go poważnie.
Do czego zmierzam: Jeśli już decydujecie się na ironię czy sarkazm, a ktoś Was nie zrozumiał, to zamiast wytykać rozmówcy brak umiejętności czytania ze zrozumieniem i śmiać się z niego, przypomnijcie sobie z ręką na sercu - czy Wy zawsze rozumiecie wszystkie żarty albo czy wszystkie Was śmieszą? No właśnie... Pretensje miejcie tylko do siebie.

Aha, co do humoru - to, że kogoś nie śmieszy dany żart, nie znaczy, że nie ma poczucia humoru - to znaczy, że ma inne. Ale to już temat na inny raz.

1 komentarz:

  1. Mądrze napisany post. Z głupiego nie porozumienia wychodzi wielka awantura bo coś. Mądrze piszesz widać że wykształcenie masz. Nie wiem czy pisałeś ale może porusz temat hejtu szeroko pojętego.

    OdpowiedzUsuń

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...