poniedziałek, 11 września 2017

Parę słów o kotach

Uwielbiam koty. Jak dla mnie to najpiękniejsze i najmądrzejsze zwierzęta, jakie człowiek może trzymać w domu. Oczywiście jestem w tym momencie skrajnie nieobiektywny, bo sam mam kotkę.


Wiecie, co robi kot, jak opiekun wychodzi z domu? Zajmuje się swoimi sprawami. Stąd wiele osób myśli, że koty nie przywiązują się do ludzi. Nic bardziej mylnego. Wystarczy bowiem, że człowiek nie przychodzi do domu o stałej porze, a kot zaczyna się niepokoić. Jest bowiem jak trochę bardziej dorosłe dziecko - zostawiony sam sobie zajmuje sobie czas, ale w pewnym momencie zacznie tęsknić.



Moja kota jest żywym dowodem na to, że zwierzęta te potrafią się do człowieka bardzo przywiązać, chociaż niekoniecznie muszą to okazywać na każdym kroku. Zdarza się, że znajdzie sobie ulubione miejsce na parapecie, a na mnie nie zwraca uwagi. W końcu jednak uznaje, że dość tej samotności i przyjdzie, żeby ją pogłaskać. Z właściwym sobie wyczuciem położy się na kolanach w momencie, kiedy chcę wstawać. Zdarza się, że w środku nocy, kiedy uznaje, że jest za zimno, budzi mnie stanowczym pacnięciem łapką i czeka, aż wpuszczę ją pod kołdrę. Lubi też dość brutalne zabawy, jak drapanie i gryzienie ręki. Ze zmagań tych często wychodzę nieźle poharatany, chociaż gwoli sprawiedliwości muszę powiedzieć, że kota jest bardzo uważna i nigdy jeszcze nie zadrapała mnie po twarzy.

Kota zauważyła, że mniej więcej raz na dwa miesiące jadę odwiedzić matkę. Zawsze wyciągam wtedy duży plecak podróżny. Kota z niesamowitym wyczuciem się na nim kładzie, bo myśli, że przecież jej nie zgonię. Zapiera się łapami i pazurami, a szansę na spakowanie mam dopiero wtedy, jak kota zgłodnieje i sobie pójdzie. Jak widzi, że jednak zacząłem pakowanie, to włazi do środka. Może myśli, że jak zablokuje miejsce na bagaż, to nigdzie nie pojadę? A może chce jechać ze mną?

Jest też bardzo higieniczna. Po co ma kłaść się na zakłaczonym kocyku, skoro może na świeżo wyprasowanej pościeli? Jest też dobrze wychowana - nie jada z ziemi, tylko z porcelanowego talerzyka. Uważa się za pełnoprawnego członka rodziny, dlatego jedzenie z miseczki dla zwierząt uważa za uwłaczające. Zaanektowała również jeden z kubków i nie chce pić z niczego innego. No bo skoro ja mam kubek, to i ona może mieć. Kota jest również towarzyska i lubi się bawić. Na przykład polować na moje gołe stopy, od których zawzięcie próbuje mnie uwolnić. Lubi też "atakować" moją rękę. Kiedy jem jakieś mięso, nie mogę zostawić talerza nawet na chwilę, bo zaraz dosiądzie się doń współbiesiadniczka.

Kota przynosi też wiele korzyści. Przede wszystkim, jak coś w życiu nie wychodzi, to można chwilę pobawić się z kotem i już ma się świadomość, że przynajmniej jedną rzecz zrobiło się, jak trzeba. Poza tym nie wiem, czy wiecie, ale nie ma bardziej uspokajającego dźwięku niż kocie mruczenie. Ma ono również wymiar terapeutyczny - udowodniono, że częstotliwość kociego mruczenia jest taka, że pozytywnie wpływa na regenerację tkanek. W praktyce oznacza to, że hodowcy kotów szybciej wracają do zdrowia. Jeśli się nie jest uczulonym na kocią sierść, to oddychanie przez nią jest świetnym lekarstwem na przeziębienie. Słowem: masz katar - wtul się w kota. One zresztą wyczuwają, że człowiek jest chory, bo robi się... cieplejszy. A że koty są piecuchami (moja raz położyła się na gorącym kaloryferze - nie wiem, czy istnieje w ogóle możliwość przegrzania kota), to chętnie kładą się obok chorej osoby. Korzyść jest obopólna: Kot ma ciepło, a my mamy towarzystwo, które mruczy, co - jak wspomniałem - przyspiesza powrót do zdrowia.

Kota pomogła mi zrozumieć jeszcze jedną rzecz. Istnieje takie powiedzenie irlandzkie: "Strzeż się ludzi, którzy nie lubią kotów". Jakoś tak dziwnie się składa, że faktycznie, nigdy nie udało mi się poznać człowieka, który nie lubiłby kotów i z którym bym się dogadał. Bo ludzie tacy są zwykle agresywni i lubią dominować. Zauważyłem też taką zależność: U osób takich nie ma "zwykłej" niechęci - ze swojej nienawiści do kotów czynią cnotę i zawsze usprawiedliwiają rzekomo fałszywą naturą tych zwierząt. Tego typu teksty sprawiają, że budzą się we mnie mordercze instynkty, ale też wiem już, o co chodzi. Po prostu osoby takie są zwykle dominujące i lubią mieć posłuch. Dlatego idealne dla nich jest pies, którego można wytresować i który słucha poleceń. Słuchanie poleceń to bowiem nic innego jak próba podporządkowania się dominującym osobnikom w stadzie - ludziom. Ale kot zwierzęciem stadnym nie jest. Społecznym, tak, ale nie stadnym. Dlatego dzisiaj, jak poznaję kogoś albo ktoś chce mnie poznać, to zadaję pytanie, czy lubi koty. Jeśli nie, to wiem, że się nie dogadamy.

Z obserwacji wnoszę, że kot jest idealnym zwierzęciem domowym dla ludzi, którzy sami nie są "zwierzętami stadnymi". Nie chodzi mi jedynie o to, że są introwertykami, lepiej czują się w domu niż wśród ludzi. Chodzi mi głównie o to, że nie podporządkowują się panującym trendom, nie podążają bezmyślnie za modą i nie robią czegoś dlatego, że wszyscy to robią. Tacy ludzie świetnie koty zrozumieją i się z nimi dogadają.

PS Jednak w momentach, kiedy widzę reakcję kotów na laserowe światełko na podłodze, zastanawiam się, gdzie podziewa się w tym momencie ich inteligencja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...