piątek, 4 sierpnia 2017

Parę słów o instrukcjach obsługi

Pierwszym zleceniem, jakie dostałem do zrobienia tego roku, była instrukcja obsługi… pióra kulkowego! Śmieszne? Sprawiło mi to do najmniej tyle samo radości, co adnotacja dotycząca sprzedawanego w pewnej sieciówce kostiumu Supermana: „Uwaga! Kostium nie służy do latania”. Podobnie jak dużo śmiechu było przy ocenie dołączanej do torebek z orzeszkami ziemnymi instrukcji otwierania w formie komiksu.

Odpowiedź na pytanie, czemu firmy traktują swoich klientów jak półgłówków, jest niestety taka, że niejednokrotnie zdarzały się co najmniej absurdalne pozwy przeciwko producentom rzeczy różnych. Pozwy te wynikały czasami z niewiarygodnej wręcz głupoty klientów, ale sprytny adwokat zdołał wykazać, że istotnie, instrukcja obsługi nic nie wspominała na temat niewłaściwego stosowania przedmiotu. Należy się więc odszkodowanie facetowi, co spadł z wysokiego domu po założeniu stroju Człowieka-Pająka, gdyż producent nie uprzedził, iż w kostiumie tym nie da rady zejść po ścianie.


Ludzkiej głupoty nie da się przecenić. Przykładem niech będzie awantura, jakiej byłem świadkiem w salonie kosmetycznym, gdzie jakiś facet rugał ekspedientkę, że sprzedano mu trefną maszynkę jednorazową do golenia. Ona go spytała, czy zdjął plastikową osłonkę z ostrzy, na co facet: „Jaką osłonkę?”. Do legendy przeszła też afera, kiedy wkrótce po przemianie ustrojowej i pojawieniu się wielu niespotykanych dotąd produktów pewna oburzona klientka chciała pozwać producenta szamponów. Otóż kupiła produkt do włosów suchych i była przekonana, że natychmiast po użyciu jej włosy staną się suche!

Nie śmiejmy się jednak zanadto, gdyż parę razy w życiu każdy z nas czasem robi z siebie podobnego durnia. Ja na przykład zaniosłem kiedyś do reklamacji pilota od magnetowidu (tak, dorastałem w czasach, gdy płyt DVD nie było). Sprzedawca w sklepie o nic nie spytał, lecz po prostu zdjął osłonę z baterii, wyjął jedną z nich, odwrócił i włożył z powrotem. Zrobił to płynnym ruchem i bez uśmiechu; widać, że nie byłem pierwszym klientem nieumiejącym odróżnić plusa od minusa.

Dlatego właśnie producenci zabezpieczają się na wszystkie strony. Jednak ubocznym tego skutkiem jest fakt, że ludzie zupełnie przestają czytać ulotki i instrukcje, przekonani, że znajdą tam sterty niepotrzebnych im lub doskonale znanych przestróg i zaleceń. Sam dwa lata temu złapałem się na tym, że wolę metodą prób i błędów zapoznać się z działaniem nowego aparatu fotograficznego, niż przedzierać się przez dziesiątki uwag dla mnie oczywistych. W porę puknąłem się w czoło, przeczytałem wszystko uważnie – i nawet jeśli obsługa aparatu nie stała się przez to prostsza, to przynajmniej dowiedziałem się, że przypadkiem kupiłem maszynkę zdolną do pracy w ekstremalnie niskich temperaturach. Co oznacza, że wreszcie mogłem robić dobrej jakości zdjęcia w Karkonoszach zimą. Jednak aparat fotograficzny to małe piwo – gorzej, gdy ktoś nie przeczyta instrukcji np. do maszyny budowlanej czy tramwaju (są takie, naprawdę; robiłem jedną niedawno).

Osobiście uważam więc, że czytanie instrukcji obsługi jest niekoniecznie przyjemną, ale bardzo ważną częścią procesu zapoznawania się z nowym urządzeniem. Szkoda tylko, ze żaden producent nie pomyślał o opracowaniu doklejanej na zewnątrz instrukcji otwierania niektórych opakowań. Sam taką sporządzę, jeśli tylko uda mi się bez instrukcji znaleźć właściwy koniec tego cholernego długopisu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...