środa, 17 stycznia 2018

Parę słów o krytyce w Internecie

To, że ludzie czują się w Sieci anonimowi i dlatego piszą w sposób agresywny i obraźliwy, jest niestety oczywistością. Najprzykrzejszą stroną tego zjawiska jest fakt, że wielu z nas "pluje jadem" nawet w chwilach, kiedy zwykła ludzka przyzwoitość nakazywałaby się powstrzymać.

Kiedy w ubiegłe Święta wiele osób zmroziła wieść, że George Michael nie żyje, pod artykułami na ten temat znalazły się komentarze takie jak "Fajnie, może już nie będzie Last Christmas".

Kiedy niemal chwilę później zmarła Carrie Fisher, oczywiście znalazł się ktoś, kto napisał "Wiele hałasu o nic - aktoreczka bez polotu, bohaterka jednej trzeciorzędnej roli".

Zwykle unikam polityki, ale to idealny wręcz przykład - kiedy w Smoleńsku rozbił się prezydencki Tupolew, poznańskie środowisko anarchistyczne urządziło z tej okazji imprezę, a na swojej stronie zamieściło komunikat wyrażający radość z powodu katastrofy.

Ten brak taktu zawsze mnie zastanawiał, aż zagadka rozwiązała się w momencie, gdy pewien lubiany i ceniony przeze mnie bloger napisał wiadomość o śmierci Chestera Benningtona (wokalisty Linkin Park, jakby ktoś nie wiedział), którego bardzo lubił. Wiele osób zaczęło pisać komentarze typu "Wreszcie koniec epoki imitacji metalu", "I dobrze, to była skaza na scenie muzycznej" i wreszcie - "Ależ ty ch... muzyki słuchasz". Kiedy ów bloger (słusznie) kazał im się uspokoić chociaż tego dnia, odpisali, że przecież mają prawo wyrazić własne zdanie.


To ciekawe. Od pewnego czasu dowiaduję się coraz częściej, że swoboda wyrażania własnego zdania jest jednoznaczna z rezygnacją z taktu.

Żeby było jasne: Nie jestem zwolennikiem zasady, że "o zmarłych mówi się dobrze albo wcale" - uważam, że na dobrą opinię trzeba sobie zapracować, a udawanie, że zmarły był aniołem, chociaż miał swoje za uszami, uważam za skrajną hipokryzję. Niemniej, umiem się powstrzymać w pewnych sytuacjach - np. kiedy wiem, że mam do czynienia z osobą, która była wielbicielem zmarłego artysty i go szanowała. A w każdym razie nie odzywam się w czasie, gdy strata jest świeża.

Taka postawa to kolejny przykład na to, że Sieć umożliwia nam robienie rzeczy, na które w realnym świecie nigdy byśmy sobie nie pozwolili. Czy gdyby przyjaciółce zrobiło się przykro, bo dowiedziała się o śmierci ulubionego aktora, powiedzielibyśmy, że "dla kinematografii to sam zysk", czy raczej byśmy siedzieli cicho albo powiedzieli coś w rodzaju "ale filmy pozostały"? No właśnie... Jednak w Sieci robimy z siebie łajzy bez problemów i bez wyrzutów sumienia.

Nieumiarkowanie w "wyrażaniu swojego zdania" to jedno. Poza tym mam wrażenie, że dzisiaj krytyka jest wręcz w dobrym tonie, a w złym - słowa pochwały. Niejednokrotnie zdarza się, że kiedy jakiś znajomy parający się działalnością artystyczną wrzuci coś do sieci, wiele osób wygłasza uwagi krytyczne i prześmiewcze, za to pochwał jest niewiele albo nawet ich nie ma. Jakoś nie przekonuje mnie argumentacja typu "Przecież wykonał swoją pracę - to co, mam go jeszcze chwalić? Mnie nikt nie chwali za to, że wypełnię kolumnę w arkuszu kalkulacyjnym".

W tym wszystkim jednak najbardziej boli mnie fakt, że dzisiaj nie ma już "normalnej" krytyki - jest "hejt". Można powiedzieć, że "Film mi się nie podobał, bo nie pasowało mi to i to...". Ale po co pisać "Ten film jest dla ludzi onanizujących się chłamem. Nie wiem, kto inteligentny to ogląda"? Naprawdę tak trudno wygłosić opinię bez obrażania kogokolwiek?

Idealnym przykładem jest znajomy, nazwijmy go W., który dwa lata temu pisał sprawozdanie na temat konwentu fantastycznego "Polcon" we Wrocławiu. Ów znajomy na samej imprezie wydawał się dobrze bawić. Jednak czytając tekst W., pomyślałem, że to była tylko poza. Cały artykuł to trzy strony formatu A4 narzekania i wyzłośliwiania się na wszystko i wszystkich - począwszy od tego, że jakiś prowadzący mówił dziwnym akcentem, za wolno albo za szybko, skończywszy na tym, że w tym czy innym pomieszczeniu było za ciepło (tak jakby organizatorzy byli odpowiedzialni za klimatyzację). Nagle, na końcu, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się zdanie: "A poza tym konwent był udany".

Przyznam, że nie rozumiem tego zupełnie. Skoro konwent mu się podobał - to czemu nie napisał praktycznie nic o zaletach? O udanych prelekcjach, o przewijających się tłumach, o atmosferze, o atrakcjach? Czemu skupił się na wadach, zresztą w znacznej mierze wynikających z jego czysto subiektywnego punktu widzenia? I czemu przy okazji obraził parę osób?

Dlatego mam wielką prośbę - jeśli w przyszłości dowiecie się o śmierci znanej osoby, której serdecznie nie znosicie - powstrzymajcie się z wyrażaniem tej radości choć parę dni. Możliwe, że również wśród Waszych znajomych jest ktoś, kto zmarłego lubił i podziwiał. Nawet jeśli to będzie Krystyna Pawłowicz, Donald Tusk, Justin Bieber czy kogo tam nie lubicie. A jeśli uczestniczycie w jakimś wydarzeniu, na przykład kulturalnym - jeśli się Wam podoba, to wspomnijcie innym o jego zaletach, a jeśli Wam się nie podoba, to po prostu wyjdźcie i nie psujcie innym zabawy, zamiast głośno krytykować. Taki gest wiele powie o Waszym takcie i kulturze osobistej.

4 komentarze:

  1. Najgorsze dla mnie jest to, że wydaje się, że im ktoś bardziej zaczyna się specjalizować w takim internetowym hejcie, tym bardziej znieczula się w "realu". Oczywiście nie wszystkich to dotyczy, część osób pewnie w ten sposób rozładowuje frustrację albo mocno trzymaną złość, niemniej nic tego nie usprawiedliwia.
    Sama lubię patrzeć na rzeczy z dwóch stron, tej jasnej i ciemnej. Ale nie lubię skupiać się ani na jednej, ani na drugiej. Lubię konstruktywną krytykę, baaardzo lubię i zawsze czekam, aż ktoś wypowie się na przykład na temat moich fotografii. Najcenniejsze wydają mi się właśnie konstruktywne opinie - które i są pochwałą, i wskazują na niedociągnięcia.
    Nie powiem, przykłady, które podałeś, trochę mnie w ziemię wbiły, bo na to trudno już znaleźć słowa...

    A tak już kończąc refleksję, to zostałam dzięki bardzo interesującemu artykułowi o Pradze;). Również kocham Czechy, przynajmniej raz w roku muszę odwiedzić. Mam nadzieję, że ukaże się coś jeszcze o tym pięknym kraju:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca - z podanych przeze mnie przykładów najbardziej wbił mnie w ziemię entuzjastyczny komunikat poznańskiego "Rozbratu" o katastrofie prezydenckiego Tupolewa. Co do opinii - też sobie je cenię, ale zawsze dbam o jakieś wyważenie. Jeśli mi się coś w znacznej mierze podoba, to na krytykę zostawiam jedno-dwa zdania. Bo po co więcej, skoro z mojego punktu widzenia wady danej rzeczy czy wydarzenia są nieznaczne w porównaniu z zaletami?

      A co do Czech - jak się zrobi cieplej, to zacznę jeździć i na pewno coś napiszę. O "Skalnym mieście", o Libercu, a także o kolei. Ale spokojnie - nie będę pisał danych technicznych lokomotyw, tylko wrażenia z podróży :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Znalazłam się tu przypadkiem, ale chyba zostanę na dłużej. Czuję, że lekkość Twojego pisania mi bardzo odpowiada. Miałam podobne odczucia jak czytałam komentarze pod informacją o tragicznie zmarłym synu Filipa Chajzera... A cóż za "Rozbrat" powinnam się wstydzić, bo z jednego miasta jesteśmy. A idąc dalej w tym temacie, to czasem mam wrażenie, że ludzie mają łatwość widzenia tylko czarnych barw, z tymi kolorowymi jest gorzej ... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdolność widzenia czarnych barw, owszem, ale tu chodzi chyba o coś więcej. Po prostu wiele osób, zbyt wiele, czerpie radość z tego, że zepsuje komuś samopoczucie i zadowolenie. Z tego samego powodu np. w grupie poświęconej filmom SF pojawia się co jakiś czas osobnik piszący tekst w stylu "Nie rozumiem, czemu czas na takie durne bajeczki tracicie". Nie wiem, po co to robią - jeśli ja nie interesuję się np. boksem, to nie chodzę po forach dla miłośników tego sportu i nie zostawiam komentarzy, jakie to głupie, takie walenie się po twarzach.

      Usuń

Dorosłość nie oznacza rezygnacji z bycia sobą

Gravity Falls USA 2012-2016 Według pomysłu Alexa Hirsha Dzisiaj jest wpis urodzinowy. Tak się składa, że prawie zawsze z rocznicą moje...