piątek, 26 stycznia 2018

Goście - opieka nie musi wynikać z dobroci serca

V

USA 2009-2011
Scenariusz: Scott Peters, Kennet Johnson
Reżyseria: Yves Simoneau

Większość z nas zetknęła się chociaż raz z różnymi spiskowymi teoriami. Co ciekawsze dotyczą obcych z kosmosu. Przeważają tutaj ludzie twierdzący, że rządy ukrywają przed ludźmi dowody na istnienie UFO. Do najbardziej oryginalnych należy teza, jakoby na Ziemi przebywali Reptilianie - kosmiczne humanoidalne gady, którzy dzięki zaawansowanej technologii i umiejętnościom maskowania są nie do odróżnienia od zwykłych ludzi, a w odpowiednim czasie przejmą władzę nad światem. Czyż nie jest to idealna historia na film, a nawet serial? Owszem, jest. Czy serial taki może być nakręcony w poważnym tonie, a na dodatek zaskakiwać i trzymać w napięciu? Wbrew pozorom - jak najbardziej.


W pierwszych minutach poznajemy kilka przypadkowych osób mieszkających w Nowym Jorku. Jest wśród nich Erica - agentka FBI mająca problemy wychowawcze z synem i Jack - katolicki ksiądz. Nagle nad miastem pojawia się ogromny statek kosmiczny - jeden z kilkudziesięciu, jakie przyleciały nad Ziemię. Goście wyglądają zupełnie jak my. Okazuje się, że chcą tylko uzyskać pewne minerały i wodę, a potem ruszy ze swoją rasą w swoją drogę - w zamian oferuje dostęp do technologii umożliwiających leczenie śmiertelnych chorób i urazów oraz uzyskanie dużych ilości czystej energii. Rozpoczynają się entuzjastycznie przyjęte przez obie strony kontakty gości z władzami krajów i organizacji. Tymczasem Erica odkrywa istnienie organizacji, która odkrywa przed nią prawdziwe zamiary kosmitów - okazuje się, że obserwują oni ludzi od lat i uznali, że nadszedł czas na realizację wdrażanego od lat planu.


"Gości" mogę śmiało polecić jako serial niebanalny - ciekawy i trzymający w napięciu, który powinien spodobać się także osobom nieprzepadającym za produkcjami fantastycznymi. Przede wszystkim w serialu fantastyki jest niewiele i przejawia się głównie w istnieniu samych statków kosmicznych. Goście fizycznie (pozornie!) niczym się od ludzi nie różnią; przebywając na Ziemi, nie chcą zostawiać śladów, więc posługują się znanymi nam urządzeniami. Ich urządzenia pojawiają się rzadko i tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla fabuły, np. podczas prezentacji metod leczenia. Jest to moim zdaniem wielką zaletą, bo co za dużo, to niezdrowo, a dawkowane w rozsądnych ilościach efekty wizualne i pokazy technologii potrafią i zaciekawić, i zaskoczyć.

Scenariusz został opracowany, jak wspomniałem, na podstawie teorii spiskowych. O ile sama teoria może wydać się śmieszna, to serial już śmieszny nie jest. Przeciwnie - doskonałe techniki maskowania się i fakt, że Gości nie można rozpoznać bez dokładnych badań sprawiają, że bohaterowie żyją w atmosferze ciągłego zagrożenia i nie mogą nikomu zaufać. W dodatku Erica, główna protagonistka serialu, ma w domu doskonałego szpiega - swojego syna, który jest zafascynowany kosmitami, przystępuje do organizacji współpracującej z nimi i przekazuje im wszelkie informacje na temat matki. Jeszcze ciekawiej się robi, gdy okazuje się, że nawet wśród Gości panuje rozłam. Uderza też bezsilność bohaterów, którzy czują, że coś jest nie tak, ale nie umieją tego udowodnić - jak przekonać ojca, którego dziecko znowu zaczęło chodzić, że się myli? Jak udowodnić kobiecie, której męża wyleczono z nowotworu, że Goście są źli?

Oczywiście serial jest niczym bez charakterystycznych bohaterów. Na szczęście "Goście" nie zawodzą - i w odniesieniu do dobrych, i do złych. Elizabeth Mitchell (znana na pewno fanom serialu "Zagubieni") świetnie się sprawdza w roli agentki FBI, która ma poczucie obowiązku chronienia społeczeństwa, a jednocześnie musi walczyć o własnego syna, którego Goście umiejętnie jej odbierają. Joel Gretch doskonale odgrywa księdza przeżywające kryzys wiary z powodu przybycia innej inteligentnej rasy, a następnie zmuszonego do odrzucenia zasad swojej wiary. Najbardziej charakterystyczną postacią jest jednak bohaterka drugoplanowa - przywódczyni kosmitów, Anna (grana przez Morenę Baccarin, znanej z serialu "Gwiezdne Wrota", a ostatnio także za sprawą roli narzeczonej Deadpoola). Posągowa, opanowana i z delikatnym uśmiechem Mony Lisy wydaje się zupełnie nie pasować do roli bezwzględnej dyktatorki kontrolującej dosłownie każdy aspekt życia swoich podwładnych.

Serial pozostawia po sobie jednak smutną refleksję. Czy naprawdę jesteśmy tak głupi i naiwni, jak ukazano to w serialu? Goście robią wszystko, by uczynić świat lepszym, czystszym i zdrowszym. Po co mieliby to robić? Za odrobinę wody i minerałów? Technologia, jaką dysponują, z pewnością umożliwiłaby im uzyskanie tych substancji z innych źródeł; poza tym wydaje się, że ludzie otrzymają znacznie więcej, niż sami dadzą. A jednak nikt niczego nie podejrzewa - jesteśmy tak chciwi, że bierzemy, co nam dają, nie oglądając się na możliwe koszty. Jesteśmy też naiwni - przecież ludzie rzadko postępują bezinteresownie, a jednak sami chętnie wyciągają rękę, kiedy dzieje im się krzywda lub widzą szansę na uzyskanie jakichkolwiek korzyści. Widać, że nie umiemy też planować - Goście prezentują ludziom coraz to nowe osiągnięcia, sami na razie nie żądając nic w zamian. A jednak żaden z ziemskich przywódców nie zapytał o cenę - cieszmy się tym, co dają, a martwić się będziemy później. A przecież ludzie też dbają o zwierzęta, które później zjedzą lub przerobią na ubrania.

"Goście" to jeden z wielu powstających ostatnio jak grzyby po deszczu seriali, jednak zdecydowanie wyróżnia się na plus: oryginalnym i niegłupim pomysłem, atmosferą i dobrą grą aktorów, a także rezygnacją z nadmiaru efektów wizualnych na rzecz fabuły. Na mój gust - mocne 8/10, co jak na serial jest bardzo dobrą oceną.

PS Ten serial to dobry przykład problemów, przed jakimi stają czasem tłumacze. Pełny oryginalny tytuł serialu to pojedyncza litera "V" od angielskiego "Visitors", czyli "Goście" - taki właśnie jest polski tytuł, niemający jednak pozornie związku z logo serialu.

PS 2 "Goście" to remake miniserialu z 1983 r., którego dla odmiany nie polecam nawet zapalonym fanom kina klasy "B".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...