sobota, 16 czerwca 2018

Krótka historia o zebraniach i szkoleniach

Słowo "korporacja" zawsze kojarzyła mi się z "wyścigiem szczurów", zawałem serca przed 30. urodzinami i siedzeniem w boksach. To pewnie skutki nadużywania lektury komiksów o Dilbercie, gdzie takie praktyki niejednokrotnie były wyśmiewane.
 
Nieraz docierają do mnie różne sygnały i artykuły o tym, jak wygląda praca w wielkich korporacjach. Okazało się, że opisany we wstępie stereotyp nierzadko jest prawdziwy. Oto na przykład dowiedziałem się ze stuprocentowo wiarygodnego źródła, że niektórzy pracownicy korporacji w miastach takich jak mój Wrocław mają przygotowane dmuchane materace, kosmetyki i bieliznę na zmianę, w razie gdyby musieli zostać dłużej w pracy i nie opłacało im się wracać do domu. Dowiedziałem się o pracy od 8 do 20 albo i 22.

Ale też zawsze zastanawiało mnie, co właściwie robią pracownicy takich korporacji. Sam pracowałem krótko na szczęście w wydawnictwie, które stało się częścią międzynarodowej sieci i zauważyłem, że ogromną masę czasu zajmowały zebrania i szkolenia. Z tego powodu wykonywanie zwykłych obowiązków trzeba było zostawić na później - i tak czas pracy się przeciągał.

Tylko po co właściwie te zebrania? Właśnie... nie bardzo wiem. Nigdy nie zapomnę czterech godzin spędzonych na zebraniu, podczas którego omawiano kwestię tego, czy pewien element ćwiczeniowy należy nazwać "zadaniem" czy "ćwiczeniem". Nie żartuję - cztery godziny z zegarkiem w ręku na wykłócanie się o jedno słowo. Były też zebrania, na których przygotowywało się prezentację dotyczącą jakiegoś produktu. Żeby tę prezentację przygotować, należało zarzucić wszelkie zwykłe zadania. Tym sposobem projekt "zyskiwał" nawet 2-3 tygodnie opóźnienia, co przy napiętych terminach stanowiło wieczność.
 
Ale zebrania to jeszcze nic w porównaniu ze szkoleniami. 
 
Nie zrozumcie mnie źle - są szkolenia bardzo przydatne i wręcz niezbędne. Ale niektóre dotyczą rzeczy oczywistych i są prowadzone w sposób budzący poważne wątpliwości co do stanu umysłowego prezesa, zarządu czy kto tam taką rzecz akceptuje. Teksty dotyczące takich szkoleń dostaję bardzo często i mam wrażenie, że one powstają tylko po to, żeby parę osób miało zatrudnienie. Tyle że to się dzieje kosztem szeregowych pracowników, którzy - tracąc czas na takie absurdy - muszą robić nadgodziny.
 
Oto na przykład pewna międzynarodowa firma wymyśliła, że potrzebne są specjalne szkolenia dla sprzedawców. Został powołany specjalny, kilkunastoosobowy zespół, który miał opracować takie szkolenie. Zespół ten po paru tygodniach wytężonej pracy umysłowej wymyślił, że najlepsze efekty daje zasada "bawiąc-uczy", więc opracowano różne rodzaje gier dla sprzedawców. Wynajęto w tym celu specjalistów-psychologów, którzy mieli sprawdzić, czy te gry faktycznie są ciekawe i angażujące. Oczywiście utworzono także dział, który poszukiwał osób do prowadzenia szkoleń, inny zespół zatrudnił osoby do szkolenia prowadzących szkolenia, jeszcze inny - do nadzorowania innych zespołów.
 
Po kilku miesiącach opracowano materiały szkoleniowe. Zatrudniono tłumacza, który przetłumaczył do na angielski, potem trzeba było to wysłać do szefa oddziału na Europę. Po przerzucaniu się uwagami materiał miał zostać ponownie przetłumaczony z angielskiego na polski, a tłumaczenie trafiło do mnie do korekty (stąd też tak dobrze znam tę sprawę). W efekcie dowiedziałem się, że wspomniane szkolenie to trwające dwie godziny gry podobne do tych, jakie stosuje się w klasach "0" szkoły podstawowej.  Aha, szkolenia miały odbywać się po godzinach pracy sprzedawców i miały być kontrolowane w przekazie na żywo przez specjalnie oczywiście w tym celu powołany zespół.

Gry służyć miały powtórzeniu informacje zawartych w tych samych broszurach, które sprzedawcy MUSIELI znać, jeśli w ogóle chcieli pracować na tym stanowisku.

Dlatego na koniec mam pytanie: Skoro korporacje wyrzucają ogromne pieniądze na takie działania, to jakim cudem one w ogóle mają jakiś zysk? Gdybym był prezesem, pewnie bym coś z tego zrozumiał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...