czwartek, 26 października 2017

Thor: Ragnarok - nawet bohaterowie dojrzewają

Thor: Ragnarok

USA 2017
Reżyseria: Taika Waititi
Scenariusz: Eric Perason, Craig Kyle, Christopher Yost

Komiksowi superbohaterowie mają to do siebie, że - z nielicznymi wyjątkami (np. John Constantine) się nie starzeją. W filmie tak łatwo nie ma, choćby dlatego, że z upływem lat zmieniają się aktorzy, a poza tym nie da się nie zauważyć, że pod wpływem różnych wydarzeń zmieniają się postawy, poglądy i sposób działania. W filmie "Thor: Ragnarok" dojrzeć muszą niemal wszyscy, a ci, którzy tego nie potrafią, są skazani na porażkę. Tytułowy bohater jest tego najlepszym dowodem.

Po długiej nieobecności spowodowanej działalnością na Ziemi, Thor powraca do Asgardu, by dowiedzieć się, że osoba, którą wszyscy biorą za Odyna, władcę krainy, to w rzeczywistości jego przybrany brat Loki. Okazuje się, że Odyn sam, z własnej woli udał się na wygnanie, aby do końca powstrzymywać przed wydostaniem się na wolność swoją pierworodną córkę Helę. Po odejściu Odyna Hela powraca, by ukazać całemu Wszechświatowi najgorsze oblicze bogów Asgardu, a Thorowi - że nie jest tak potężny, jak mu się wydaje. Thor nie jest w stanie jej powstrzymać i przypadkiem trafia na wygnanie, gdzie szuka pomocy. Jedynym sposobem na pokonanie Heli jest bowiem wywołanie Ragnaroku - ostatniej wojny bogów.


Teoretycznie o filmach tego typu nie ma się co rozpisywać, ale - mój Boże, to jest kino! Fabuła sugeruje, jak to się mówi, "niezłą rozwałkę" i istotnie, film jest pełen scen walk. Jednak są one umiejętnie przeplatane scenami spokojniejszymi, ponadto są one gwałtowne, ale krótkie, więc widz nie odczuje znużenia czy przesytu. Podoba mi się, że w przeciwieństwie do innych podobnych filmów nie ma tu prawie strzelania, za to są walki na miecze, topory i inne bronie wymagające zręczności i sprawności. Nie ukrywam, że Thor nigdy nie należał do moich ulubionych bohaterów - zawsze uważałem go za sztywnego i nieco nudnego. W "Ragnaroku" bohater jest inny. Widać, że od czasu poprzednich filmów dojrzał, zmienił się i chętnie bierze przykład ze swoich ziemskich przyjaciół. Jest mniej skłonny do nieprzemyślanych, brawurowych akcji, więcej planuje, jest odpowiedzialny. Odzywa się w nim również poczucie humoru, na co wcześniej sobie nie pozwalał. Rozwój postaci Thora odbił się niekorzystnie na Lokim - ten już nie "kradnie" filmu tytułowemu bohaterowi, wyraźnie pozostaje w jego cieniu, a jego intrygi wydają się żałośnie nieskuteczne. Jednak ostatecznie i on postanawia dojrzeć.

Za reżyserię trzeciego "Thora" odpowiada Taika Waititi - człowiek odpowiedzialny za prześwietną komedię "Co robimy w ukryciu" (kto nie widział, niech nadrabia), więc można się spodziewać, że film będzie się mocno różnił się od poprzednich produkcji o Bogu Piorunów. Wspomniałem już o tym, że - o dziwo - ma on poczucie humoru? W "Ragnaroku" humorystycznych scen jest sporo. Istoty fantastyczne się pojawiają, ale są mniej groźne, a bardziej groteskowe. To samo dotyczy "plenerów", które nierzadko pełnią funkcję symbolu - choćby wówczas, gdy Thor trafia na planetę będącym... gigantycznym wysypiskiem śmieci (dosłownie i w przenośni). Generalnie film jest mniej "nieziemski" w tym sensie, że ukazane miejsca często przypominają wytwory ziemskiej cywilizacji, za to - w zależności od odwiedzanego świata - upiększone lub wynaturzone.

Jeśli miałbym pisać o wadach tego filmu, to na swój sposób jest nią zbyt wielka ilość nawiązań do innych filmów z uniwersum Marvela - osoby, które nie widziały wszystkich, mogą momentami nie wiedzieć, o czym rozmawiają bohaterowie. Wadą jest też ograniczenie postaci Heli - postać, która mogła być najciekawszym złym charakterem, jest zdecydowanie drugoplanowa; jej pojawienia się są efektowne, ale jest ich zdecydowanie zbyt mało. Jest niczym broń tak potężna, że nikt nie pozwala jej ani razu wystrzelić, a grozę ma budzić samą swoją obecnością. Skutkiem tego walka z Helą schodzi na dalszy plan względem perypetii Thora - zabawnych, nie powiem, ale mimo wszystko szkoda.

Szkoda przede wszystkim dlatego, że Helę zagrała Cate Blanchett, która po raz kolejny dowiodła, że potrafi wcielić się w każdą postać "z charakterem". Genialnie zagrała królową Anglii w "Elizabeth", zapadła w pamięć jako Garadriela z "Władcy Pierścieni", a teraz równie świetnie wypadła w filmie czysto rozrywkowym. Hela w jej wykonaniu jest okrutna, krwiożercza - ale ma klasę i po prawdzie niesamowicie żałowałem, że jest "tą złą". Tym bardziej, że w świetle tego, czego dowiadujemy się w trakcie, jej złość i postępowanie stają się w pewnym stopniu zrozumiałe. Chris Hemsworth był, jak wspomniałem, zaskoczeniem, gdyż "dojrzalszy" Thor jest znacznie bardziej ludzki, inaczej mówi i się zachowuje i wreszcie nie pozwala sobie ukraść filmu.

Jeśli więc szukacie niezbyt skomplikowanej, ale nie bezwartościowej rozrywki, lubicie się pośmiać i oczekujecie widowiska, szczerze ten film polecam. Pojedynek Thora i Hulka przy dźwiękach "Immigrant Song" Led Zeppelin to rzecz, która potrafi zapaść w pamięć.

PS Mam nadzieję, że Hela jeszcze się pojawi. A niech sobie niszczy Wszechświat, co mi tam, ja chcę Cate Blanchett i koniec!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wolność! Równość! Sprawiedliwość! (I jajko na twardo!) - kilka słów o wrocławskich anarchistach

Wielu osobom anarchiści kojarzą się z punkami z czubami na głowach i agrafkach na twarzy, którzy piją tanie wina i malują "No future&...