czwartek, 17 maja 2018

Parę słów o tolerancji

Zbyt wiele osób zapomina, że tolerancja dotyczy nie tylko orientacji seksualnej, koloru skóry czy pochodzenia. Z doświadczenia wiem, że niechęć może spotkać człowieka z najbłahszego nawet powodu. Ot, choćby przyznanie się, że lubi się jakiś gatunek muzyki, reżysera czy nawet sposób ubierania się. Tymczasem tolerancja - jak wszystko inne - zaczyna się od rzeczy małych.

Tolerancja to bardzo ładne słowo, ale jest wielka różnica między teorią a praktyką. Ta druga wygląda tak, że w zetknięciu się z danym zjawiskiem często zapominamy o tym, co twierdziliśmy wcześniej. Poza tym, walcząc z negatywnymi stereotypami, zbyt często powielamy inne. Zacznę od spraw poważnych. Kiedy mieszkałem w Trójmieście, pewnego razu zdecydowałem się wspomóc pewną organizację z gatunku tych "równościowych". Nie zostałem dopuszczony, bo a) nie będąc kobietą, 2) jednocześnie nie jestem gejem ani 3) kolorowym, więc co ze mnie za mniejszość?


Organizatorzy corocznej "Parady Równości" w Warszawie ze zdumieniem przyjęli fakt, że chcą się do nich dołączyć aseksualiści. Grupka ta stała się obiektem zaciekłych ataków ze strony środowisk LGBT. Tak, dobrze zrozumieliście: Jedna, nierzadko sama narażona na ataki i często utyskująca na taki stan rzeczy grupa sama z entuzjazmem zajęła się gnojeniem innej.


Ale są też sprawy uważane za mniej poważne, które w sposób zaskakujący stają się przyczyną ataków, które śmiało można określić mianem nękania. Od pewnego czasu udzielam się aktywnie w pewnej grupie. Jej członkowie generalnie określają się mianem tolerancyjnych. Jednak tolerancja ta zadziwiająco często zanika, gdy mowa o rzeczach nieznanych większości lub niepopularnych. Kiedy na przykład jedna dziewczyna zdradziła się, że seks ją nie interesuje, pluje się na nią z tego powodu do dzisiaj. W przypadku innej osoby za wielką wadę uznano jej introwertyzm. Czasami wystarczy zupełny drobiazg: Ja sam zostałem potępiony za napisanie - uwaga! - że nie podobają mi się kobiety w szpilkach (nie żartuję i w ogóle nie przesadzam), bo "przecież każdy facet lubi".

Wydaje mi się, że tolerancja to słowo rzucane dość obojętnie i obejmujące pewne zjawiska ogólnie znane. "Tolerancja? No tak, nie mam nic przeciwko Żydom, czarnym, homoseksualiści niech sobie żyją". Ale to są zjawiska medialne, o których się mówi. Jednak na przykład aseksualizm jest bardzo rzadki - cechuje się nim może jakieś pół procenta ludzkości. To sprawia, że jest zjawiskiem marginalnym, niemal nieistniejącym w powszechnej świadomości. Poza tym, brak potrzeby czegoś, co ogromna większość uważa za rzecz niezbędną, jest traktowany jako coś obcego, zupełnie niezrozumiałego. A jeśli czegoś nie rozumiemy, to na ogół albo się tego boimy, albo to wyśmiewamy.

Gorzej, jeśli mowa o rzeczach uznawanych za mniej ważne i "niewrodzone". Bo tolerancja wobec koloru skóry czy pochodzenia jest zrozumiała - przecież to niczyja wina że urodził się w tym czy innym miejscu, prawda? Ale z drugiej strony - pochodzenie narzuca często pewną obyczajowość, która często bardzo różni ludzi od siebie. Jak to więc możliwe, że nierzadko jest kwestią budzącą mniej wyzwisk niż fakt, że ktoś lubi (bądź nie) np. określony styl ubierania się? Weźmy wspomniany wcześniej przykład tych nieszczęsnych "szpilek". Usłyszałem powiedziany zupełnie na poważni komentarz, że parę osób "wkur...ło się" z tego powodu. Idiotyzm, prawda? Jak ktokolwiek mógłby się na to oburzyć? A jednak... Przecież każdy facet lubi, jak kobieta założy szpilę, prawda? Co innego, gdybym napisał, że nie podoba mi się rzecz, która w powszechnym rozumieniu jest kontrowersyjna: tatuaże, kolczyki w dowolnym miejscu poza uszami... Jeśli jednak ktoś ma coś przeciwko czemuś powszechnie znanemu, to już za normalne uważane nie jest. A ile razy wyśmiewano osobę, której nie podobał się ten czy inny reżyser albo piosenkarz...

Ktoś może powiedzieć, że się czepiam, że to drobiazgi. Niestety, z doświadczenia wiem, że takie "drobiazgi" potrafią zatruć życie skuteczniej niż jedna poważna sprawa. Wiecie, jak z tą kroplą, która przepełniła kielich. Z powodu takiego "drobiazgu" jedni ludzie potrafią skutecznie zatruwać życie innej, nierzadko dorabiając do tego całą ideologię. Nie lubisz muzyki zespołu "Dżem"? Mój Boże, co za matoł, jak można nie lubić "Dżemu"? Idź sobie disco polo posłuchać. I w ogóle nie zabieraj głosu w naszym doborowym towarzystwie. A potem, przy okazji zupełnie innego tematu, wątek ten zostaje przywołany: "Łojezu, znowu się udziela ten znafca, weź lepiej się odzywaj". Nie, nie przesadzam (aha, sprawa nie dotyczy mnie, bo akurat lubię "Dżem"). A co gorsza - tak zachowują się ludzie zupełnie dorośli! Macie pojęcie? Tym sposobem, z powodu sprawy zupełnie błahej, danej osobie zostaje przyprawiona "gęba", która potem co i raz jest przywoływana. Niektórym to nie przeszkadza, ale są co bardziej wrażliwe jednostki, które nie do  końca dają sobie z tym radę. Warto o tym pamiętać.

Niektórzy w tym momencie stwierdzą, że nie dość, że przesadzam, to w dodatku brakuje mi dystansu. Nie znoszę tego określenia. "Brak dystansu" to termin zbyt często używany przez ludzi czujących wielką przyjemność z obrażania innych. Jest jednak subtelna sprawa: Można wyśmiewać się z tego czy innego zjawiska, jednak bez personalnego obrażania kogokolwiek. I to jest raz. A dwa, że o "dystansie" często mówią ludzie sarkastyczni. Tylko że nie powinno być tak, że sarkazm służy maskowaniu braków kulturalnych czy wręcz intelektualnych.

Pewien mądry człowiek, który dwa tysiące lat temu został przybity do krzyża za to, że uważał, że świat byłby lepszy, gdyby ludzie byli dla siebie dobrzy, powiedział, że kto jest wierny w małym, będzie wierny i w wielkim. Można to przenieść na tolerancję: Zaczyna się od małych kroków. Jeśli bowiem tak wielu ludzi nie umie znieść faktu, że ktoś ma swój styl ubierania się i wyśmiewa człowieka za to, że lubi określone filmy, to raczej nie możemy liczyć na łatwe wyplenienie nienawiści wobec religii, rasy czy kultury.

1 komentarz:

  1. trochę z innej strony. Jeśli coś bawi, wkurza czy nie akceptujesz tego - OK, tylko dodaj przed zdaniem hasło - w mojej opinii. Nikt tobie wtedy nie ma prawa zarzucić, że jesteś nietolerancyjnym (w końcu to tylko twoja opinia), bo sam będzie nietolerancyjny (odmawia tobie posiadania własnej opinii)

    OdpowiedzUsuń

Dorosłość nie oznacza rezygnacji z bycia sobą

Gravity Falls USA 2012-2016 Według pomysłu Alexa Hirsha Dzisiaj jest wpis urodzinowy. Tak się składa, że prawie zawsze z rocznicą moje...