niedziela, 18 lutego 2018

Siedem Sióstr - parę słów na temat przeludnienia

Seven Sisters a.k.a. What happened to Monday

Francja, Belgia, UK, USA, 2017
Scenariusz: Max Botkin, Kerry Williamson
Reżyseria: Tommy Wirkola

Problem przeludnienia jest tematem interesującym, a jednocześnie delikatnym, dlatego mało kto decyduje się na poruszenie go filmie, by nie narazić się na ataki różnych środowisk "pro-life". Najbardziej interesującym chyba filmem związanym z tą tematyką była słynna w swoim czasie "Zielona pożywka", gdzie ukazano świat, w którym zalegalizowano produkcję żywności z ludzi. Potem temat w zasadzie ucichł, pomijając "Elizjum" sprzed kilku lat, które jednak skupiało się na nierównościach społecznych. Z zupełnie innej strony podeszli twórcy wielonarodowego filmu "Siedem Sióstr", będącego mieszanką dramatu sensacyjnego i bardzo ponurej fantastyki naukowej. Nawiązuje on do obowiązującej jeszcze niedawno w Chinach "polityki jednego dziecka", która miała zapobiec przeludnieniu kraju. W tym czasie chińskie kobiety, które zaszły w ciążę o jeden raz za dużo, zmuszano do aborcji lub zabierano im dzieci, by później je zabić.

"Siedem sióstr" dzieje się pod koniec XXI w., gdy liczba ludności przekroczyła 10 miliardów. "Polityka jednego dziecka" została wprowadzona ponownie, tym razem na całym świecie. Jednak dzieci nie były zabijane - porywają je agenci organizacji CAB, zajmującej się, jak to nazwano, alokacją dzieci. Tam młodych hibernowano - odmrożenie miało nastąpić dopiero wówczas, gdy liczba ludności spadnie. Tym sposobem zaistniała nadzieja dla ludzkości - choć oczywiście rozwiązanie było dramatem dla rodzin wielodzietnych. W takiej rzeczywistości, w rodzinie Settmanów rodzą się siedmioraczki. Siostry otrzymują imiona od dni tygodnia i żyją w ukryciu. W domu mogą być, kim chcą, jednak dla świata istnieją jako jedna osoba - Karen Settman. Każdego dnia w świat wychodzi tylko jedna z nich - w dzień tygodnia odpowiadający jej imieniu. Mijają lata, metoda działa doskonale, aż pewnego dnia jedna z sióstr, imieniem Monday (Poniedziałek), nie wraca do domu. Pozostałe siostry domyślają się, że zostały zdekonspirowane; teraz ich celem jest uratować Monday i przeżyć.

Film jest przede wszystkim popisem aktorskim Noomi Rapace, która zagrała całe rodzeństwo. W scenach, kiedy widzimy kilka postaci, widać zwykle twarz tylko jednej z nich (pozostałe to dublerki), jednak poza tym aktorka wcieliła się w postać każdej z sióstr. Należą się jej wielkie gratulacje, gdyż przedstawiła osoby podobne tylko fizycznie - siostry mają zupełnie inne charaktery i zainteresowania, co przejawia się również w sposobie mówienia, gestykulacji i innych szczegółach. Sztuka ta udała się Rapace znakomicie - rodzeństwo wypada wiarygodnie, aż można uwierzyć, że grały je zupełnie różne aktorki. Świetne wypada również Glenn Close w roli demonicznej szefowej CAB, działającej ściśle według zasady, że cel uświęca środki i bezwzględnie wymagającej tego samego od swoich ludzi. Niewielką, ale znaczącą rolę odegrał też Willem Dafoe jako dziadek Settman uczący siostry sztuki przeżycia w świecie, gdzie jest miejsce tylko dla jednej z nich na raz.

Ktoś mógłby uznać, że z powyższego opisu wynika, że wadą "Siedmiu sióstr" jest ukazanie kontroli urodzeń jako środka z gruntu złego, a przeciwnicy systemu są ukazani jako protagoniści. To nie tak - żadna strona nie jest tutaj ukazana jednoznacznie jako dobra lub zła. Owszem, film ukazuje rozpaczliwe sposoby walki siedmiu sióstr o przetrwanie, a sceny, w których widzimy rozpaczliwą walkę matki o wyrywane jej z rąk dziecko chwytają za serce. To jednak tylko jedna strona medalu. W filmie ukazano wiele scen prezentujących dramatyczną sytuację ludzkości. Obdarci i brudni ludzie szczelnie wypełniają ulice miast, w sklepach z żywnością sprzedaje się surogaty, zaś mięso, głównie szczurze, można dostać jedynie na pół legalnie, na bazarach. Ukazano też doskonale dramatyzm sytuacji - nikt nie przeczy, że problem przeludnienia jest realny. Stosowane środki są drastyczne, ale nikt nie ma innego pomysłu, jak mu zapobiec. Rzecz w tym, że każde proponowane rozwiązanie napotyka na opór, gdyż ingeruje bezpośrednio w sprawy każdej rodziny. Znaczące są również ostatnie sceny filmu, których oczywiście nie mam zamiaru zdradzać.

Oczywiście film ma kilka wad, drobnych szczegółów, które zdecydowanie można było dopracować i które trochę psują obraz całości. Przede wszystkim - jak to możliwe, że mimo tak drastycznego przeludnienia nikt nie pomyślał o racjonowaniu zasobów? Ludzie z jednej strony są ściśle kontrolowani w zakresie posiadania potomstwa i rodzeństwa, a z drugiej - nikt nie dba o to, co przenoszą przez punkty kontrolne. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że przez ponad 30 lat nikt nie zorientował się, że jedna osoba zużywa siedem razy więcej zasobów, niż jest to konieczne? Druga rzecz: Siostry nie różniły się wyglądem, ale zdecydowanie - temperamentem i charakterem, a także sprawnością i budową (zwłaszcza jedna z nich była mocno wysportowana) - mimo to również nikt się zorientował, nawet osoby obcujące z "Karen Settman" na co dzień.

Wady te mogą budzić pewne niedowierzanie, jednak nie są na tyle znaczące, by zniwelować pozytywne wrażenia po obejrzeniu filmu. "Siedem Sióstr" jest najlepszym chyba jak dotąd filmem poruszającym temat przeludnienia i zużycia zasobów naturalnych. Pokazuje smutną prawdę, że problemu tego nie da się rozwiązać szybko, a na pewno nie bezboleśnie - w każdym tego słowa znaczeniu. U mnie ma ocenę "mocne 8/10". Zdecydowanie warto obejrzeć.

2 komentarze:

  1. Film jak najbardziej zachęcający do zajrzenia, muszę obejrzeć niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, zdecydowanie. Tylko pozornie wydaje się lekki, ale daje do myślenia.

      Usuń

Odrębne światy - rzecz o Świadkach Jehowy

To verdener Dania 2008 Scenariusz: Niels Arden Oplev Reżyseria: Niels Arden Oplev, Steen Bille Jako że w Polsce najważniejszą i najb...